Miłość i pragnienie

Kiedy spogląda się na kogoś, kto w swoim życiu dokonał czegoś niezwykłego, łatwo ulec pokusie zapomnienia o człowieku: żywym, zmagającym się z codziennością, nieustannie zmierzającym się z przeciwnościami – dla trwania w wierności Bogu.

Tak można patrzeć na Maksymiliana Kolbego, na człowieka, który heroicznie oddał swoje życie dla ratowania życia drugiego człowieka, i to w warunkach ekstremalnych, w samym centrum nienawiści, zagłady i zapomnienia o ludzkiej godności. Warto jednak pamiętać, że łaska heroicznego świadectwa miłości nie spada na człowieka przypadkowo; jest ona dana tym, którzy okazują się gotowi do jej przyjęcia, to znaczy przygotowani, bo przygotowywani przez całe życie naznaczone wiernością własnemu powołaniu. Św. Maksymilian okazał się święty nie tylko w chwili śmierci, ale takim okazywał się przez całe swoje życie, przepajane dzień po dniu miłością i pragnieniem świadczenia o niej. Heroiczny gest miłości poprzez męczeństwo, wypływający z gotowości do oddania życia za drugiego człowieka, stał się ukoronowaniem życia pełnego heroizmu w codziennych zmaganiach. Wierny w małych, codziennych sprawach, okazał się wierny w chwili najwyższego wyzwania.

„Do tej ostatecznej ofiary gotował się Maksymilian, idąc za Chrystusem od najmłodszych lat swego życia w Polsce. Z tych to lat pochodzi przedziwny znak dwóch koron: białej i czerwonej, spośród których nasz Święty nie wybiera jednej, ale przyjmuje obie. Od młodych bowiem lat przenikała go wielka miłość ku Chrystusowi i pragnienie męczeństwa.

Ta miłość i to pragnienie towarzyszyło mu na drodze powołania franciszkańskiego i kapłańskiego, do którego przygotowywał się zarówno w Polsce, jak i w Rzymie. Ta miłość i to pragnienie szły z nim poprzez wszystkie miejsca kapłańskiej i franciszkańskiej posługi w Polsce, a także posługi misjonarskiej w Japonii.

(…) Maksymilian nie „umarł” – ale „oddał życie… za brata”. Była w tej straszliwej po ludzku śmierci cała ostateczna wielkość ludzkiego czynu i ludzkiego wyboru; sam się dał na śmierć z miłości. I było w tej jego ludzkiej śmierci przejrzyste świadectwo dane Chrystusowi: świadectwo dane w Chrystusie godności człowieka, świętości jego życia i zbawczej mocy śmierci, w której objawia się potęga miłości”.

– z homilii Jana Pawła II podczas uroczystości kanonizacyjnej (10X 1982)

Ileż mądrości jest w powtarzanej maksymie: „Jakie życie taka śmierć”! Człowiek pracuje na swoją śmierć przez całe życie – na śmierć, która jest bramą do innego życia, dla-tego też tak ważną, godną zaangażowania wszystkich sił, jakimi człowiek dysponuje. Wielkość tej ostatniej chwili ludzkiego tchnienia jest wpisana w egzystencję i godność człowieka. Dlatego nie można pomijać w ludzkim egzystowaniu perspektywy końca i początku: końca jednego i początku drugiego życia, które w odwiecznej mądrości i miłości Boga tworzą wspaniałą nierozerwalną całość. Ta prawda uświadamia też nam, że tak życie, jak i godność człowieka, nie są czymś statycznym, ale są drogą, procesem, dynamizmem – wzrastaniem ku Bogu. By na wieki być z Bogiem, by cieszyć się chwałą świętych, trzeba przez całe życie – odpowiadając dzielnie na codzienne wyzwania – przygotowywać się do chwili ostatniego tchnienia, jak „do tej ostatecznej ofiary gotował się Maksymilian, idąc za Chrystusem od najmłodszych lat”. Warto go podglądnąć, aby nauczyć się od niego mądrości: „Natchnieniem całego życia – jak mówi Ojciec Święty – była mu Niepokalana, której zawierzał swoją miłość do Chrystusa i swoje pragnienie męczeństwa. W tajemnicy Niepokalanego Poczęcia odsłaniał się przed oczyma jego duszy ów przewspaniały nadprzyrodzony świat Łaski Bożej ofiarowanej człowiekowi”.

Miłość i pragnienie. Miłość, która znajduje swoje naturalne środowisko w czystości, prostocie i ufności, oraz pragnienie – które jest i pasją, i oddaniem – które rodzi w człowieku nieustanną gotowość, aby świadczyć o miłości Boga, o godności człowieka i o świętości jego życia. Mistyczny obraz Maryi Niepokalanej z dwiema koronami, białą i czerwoną, ofiarowanymi małemu Rajmundowi, pozostał w nim żywy przez całe życie i dla dorosłego Maksymiliana był już nie tyle cudownym obrazem, co nieustannym wezwaniem do miłości i do pragnienia. Swoje zwieńczenie znalazły one w wierności powołaniu zakonnemu i kapłańskiemu oraz w męczeństwie, najwyższym wyrazie ofiary z siebie, na wzór ofiary Chrystusa. Nie każdy powołany jest do heroicznego męczeństwa, ale każdy wzywany jest na drogę heroizmu w codziennym świadectwie Bogu poprzez konkretne gesty miłości wyświadczane „któremukolwiek z najmniejszych Chrystusa”. Czyż nie jest codziennym oddawaniem życia za przyjaciół umieranie dla własnych ambicji, pychy, chęci górowania: w relacjach małżeńskich, rodzinnych, braterskich we wspólnotach zakonnych?

Aby być gotowym do takiego świadectwa miłości, trzeba żyć z pasją, z oddaniem, z nieustannym pragnieniem dawania miłości. Do życia z pasją trzeba się jednak wychowywać i trzeba wychowywać innych. Dlatego też święty Maksymilian, człowiek z pasją życia, jest Bożym wezwaniem, Bożą prowokacją i przykładem dla nas. Życie z pasją jest możliwe i dziś, tak jak w jego przypadku było możliwe i w dzieciństwie, i w dorosłym życiu, w Polsce, we Włoszech i w Japonii. Ostatecznie – i jakże paradoksalnie – to życie z pasją okazało się możliwe w Oświęcimiu, w Auschwitz, w bunkrze głodowym! Dlaczego więc dziś miałoby ono być niemożliwe? Trzeba tylko odkryć piękno bycia człowiekiem, piękno bycia dzieckiem Boga; trzeba odkryć godność i świętość człowieczeństwa oraz wielkość i wspaniałość powołania do wzrastania ku Bogu, które dokonuje się krok po kroku, dzień po dniu – w wierności sobie i Temu, który daje siłę, by trwać.

o. Andrzej Zając OFMConv
źródło: zyciezakonne.pl