Ecclesiam suam – o drogach, którymi Kościół Katolicki powinien kroczyć

Do obowiązków Kościoła, domagających się spełnienia we współczesnej dobie, należy chyba stanowczo dążenie do osiągnięcia jaśniejszej i pełniejszej świadomości samego siebie, zasobu prawdy, której dziedzicem i stróżem został ustanowiony, oraz zleconego sobie na tej ziemi zadania.

Encyklika
Ecclesiam suam
o drogach, którymi Kościół Katolicki powinien kroczyć
w dobie obecnej przy pełnieniu swej misji

1. Jezus Chrystus w swej myśli założył swój Kościół, by był oddaną dla całej społeczności ludzkiej matką i rozdawcą zbawienia. Zrozumiałą, zatem jest rzeczą, że na przestrzeni wszystkich wieków okazywali mu swą szczególną miłość i troskliwą pieczę ci, którym leżała na sercu zapobiegliwość o chwałę Boga Najwyższego i wieczne zbawienie dusz ludzkich. Wyróżniali się wśród nich, jak przystało, Namiestnicy Chrystusa na ziemi, niezliczona rzesza biskupów i kapłanów oraz podziwu godne mnóstwo wiernych chrześcijan.

Nauka Ewangelii a wielka rodzina ludzka

2. Każdy, więc uzna to za stosowne, że stając przed ogłoszeniem pierwszej encykliki po zleceniu Nam mocą tajemnego zrządzenia Bożego Najwyższego Pontyfikatu, zwracamy się spontanicznie z miłością i czcią w stronę Kościoła świętego.

3. Z uwagi na to dołożymy tu starań, by coraz jaśniej uwidocznić wszystkim, jak z jednej strony leży to bardzo w interesie zbawienia społeczności ludzkiej, a z drugiej strony, jak głęboko wchodzi to w troski Kościoła katolickiego, by obustronnie wyjść sobie naprzeciw, poznać się wzajemnie i pokochać.

4. Gdy za łaską Bożą rozpoczynała się ubiegłego roku, w uroczystość świętego Michała Archanioła, druga sesja Soboru Watykańskiego II, a Nam nadarzała się dobra okazja bezpośredniego przemówienia do was zebranych w okazałej świątyni świętego Piotra, oświadczyliśmy wówczas, że nosimy się z zamiarem pisemnego zwrócenia się do was również z ojcowskim i braterskim wezwaniem – jak to zwykł czynić każdy Papież rozpoczynający swe powinności – by wam wyjawić pewne zamierzenia, wysuwające się w myślach Naszych na czoło, a w wykonaniu chyba nader użyteczne dla pokierowania początkami naszej posługi papieskiej.

5. W rzeczywistości jednak trudno Nam wyraźnie zarysować te zamierzenia. Bo najpierw trzeba by Nam je wysnuć z pilnego rozważania Boskiej nauki, mając w pamięci znaną wypowiedź Chrystusa: Moja nauka nie jest moją, ale Tego, który Mnie posłał. Następnie należałoby je oceniać wedle obecnej sytuacji Kościoła, którą znamionuje zarówno jego życie wewnętrzne, wypróbowane długotrwałą praktyką i ogromnie prężne, jak i jego zewnętrzne siły, nastawione w wysokim stopniu na prace apostolskie. W końcu nie wolno by Nam przeoczyć obecnego położenia wspólnoty ludzkiej, ku której zwraca się Nasze posłannictwo.

6. Nie mamy tu zamiaru przedkładać czegoś nowego, lub wszechstronnie wypracowanego. Zmierzamy do tego na mocy swego założenia Sobór Powszechny, w którego prace nie tylko nie chcemy wprowadzać zamętu przez ten skromny pisemny wywód, ale raczej z uznaniem przydać im pochwały i zachęty.

7. Przez wydanie tej encykliki nie zamierzamy ani sporządzać jakiegoś doniosłego aktu, dotyczącego głownie omawiania założeń wiary katolickiej, ani wydać jakiś określonych dokumentów z dziedziny moralnej lub społecznej, a chcemy wam tylko przesłać szczere orędzie, jak przystało na wzajemny kontakt braci i domowników. Wydając to pismo tego tylko pragniemy, by przy otwartym sercu Naszym, jak powinność każe, zacieśniła się coraz bardziej i przymnażała radości ta wspólnota wiary i miłości, która na szczęście wśród nas panuje. Chodzi wszak o to, by nasza troskliwość duszpasterska z każdym dniem nabierała na sile, by prace Soboru Powszechnego przebiegały owocniej, by wreszcie w pełniejszym naświetleniu ukazać pewne normy i wytyczne, dotyczące zasad doktrynalnych i życiowej praktyki, które by faktycznie pokierowały religijnym i apostolskim rozmachem czy to prawomocnych dostojników Kościoła, czy też ich podwładnych, oraz współpracowników, lub okazujących przynajmniej życzliwą ku temu ochotę.

8. Bez wszelkiego więc wahania oświadczamy wam, Czcigodni Bracia, że trzy główne zamierzenia nurtują naszą myśl, gdy głębiej wnikamy w ogrom zadania, jakie wbrew Naszym życzeniom i Naszym zasługom powierzyła Nam Opatrzność Boża, mianowicie pokierowanie Chrystusowym Kościołem, jako że ustanowiła Nas Biskupem Rzymskim, a tym samym Następcą świętego Piotra Apostoła, klucznika Królestwa niebieskiego, oraz namiestnikiem samego Chrystusa, który uczynił Piotra pierwszym Pasterzem całej swojej owczarni.

9. Po pierwsze więc, jesteśmy głęboko przekonani, że Kościół winien w siebie wniknąć, przemyśleć swoją tajemnicę, a celem zdobycia głębszej wiedzy o sobie i podniety przebadać wnikliwiej naukę o swym pochodzeniu, o swej naturze, pełnieniu swej misji i o swoim celu. Pomimo, że ta nauka jest mu już znana, a w ubiegłym wieku wyłuszczona i upowszechniona, nigdy przecież nie możemy powiedzieć, że przebadano ją i zrozumiano wyczerpująco, skoro zawiera w sobie wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu […] by teraz poprzez Kościół […] stało się jawne(2), jakby skarbiec tajemniczych oczywiście planów Bożych, ujawnionych dzięki Kościołowi; również i z uwagi na to, że ta nauka wywołuje większe niż inne wyczekiwanie i uwagę ze strony każdego człowieka, zdecydowanego iść wiernie za Chrystusem, a tym bardziej ze strony tych, którzy, jak Nas i Was, Czcigodni Bracia, Duch Święty ustanowił biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga.

10. Z tej to jasnej i pełnej otuchy świadomości, jaką Kościół ma o sobie, powstaje w nim samorzutnie dążenie do zastawienia w pełni doskonałego obrazu, w który z woli Chrystusa Kościół, Jego święta i nieskalana Oblubienica miała się przyoblec, ze swym obecnym obliczem, rzucającym się nam dzisiaj w oczy. Za łaską Bożą nosi on w sobie te same dokładnie rysy, jakie wycisnął na nim jego Boski Założyciel, a Duch Święty ożywił z biegiem wieków i uwydatnił, by z jednej strony coraz więcej harmonizowało się z pierwotną myślą swego Założyciela, a z drugiej zaś z właściwym społeczności ludzkiej charakterem, którą Kościół usiłował sobie pozyskać przez głoszenie Ewangelii zbawienia. Niemniej jednak to oblicze Kościoła nie będzie nigdy aż tak doskonałe, tak piękne, święte i promienne, by można było orzec, iż w pełni odpowiada pierwotnej myśli swego Założyciela.

11. Stąd wynika, że Kościół szuka z mężnym i pełnym zapału odruchem własnej odnowy, czyli naprawy tych błędów, których dopuścili się jego członkowie, a które mu jakby w zwierciadle jego wzoru – Chrystusa, wytyka i piętnuje jego własne sumienie. Widzicie zatem, Czcigodni Bracia, czego dotyczy drugie nasze zamierzenie, nurtujące obecną Naszą myśl: by mianowicie członkowie Kościoła nabrali przekonania, iż muszą błędy swoje naprawić i garnąć się usilnie ku wszelkim rzeczom doskonalszym, a nadto by z namysłem dobierali sobie środki do osiągnięcia wspomnianej odnowy. Ujawniamy wam to zamierzenie w tym celu, byśmy się nie tylko sami zabrali z większą ufnością do wprowadzania stosownych ulepszeń, ale i po to, byście Nam w tak doskonałej i trudnej sprawie użyczyli waszej zgody, rady i pomocy.

12. Z dwu poprzednich zamierzeń Naszych i waszych wypływa samorzutnie trzecie, mające na celu zacieśnienie przez Kościół stosunków z całą wspólnotą ludzką, w której sam się mieści i pośród której żyje oraz podejmuje swoje zadanie.

13. Jedna część tych ludzi, jak ogólnie wiadomo, wpoiła w siebie wiarę tak dogłębnie i tyle z niej dobywa potężnych mocy, że częstokroć – choć tego należycie nie docenia – właśnie wierze należy przypisać wszystko, co każdy naród posiadać w swej kulturze najlepszego, potem jednak, w ubiegłych świeżo stuleciach, zerwał z nią łączność i oddalił się od niej, jak od swojego pnia. Druga zaś część ludzi, oceniana jako największa na świecie, sięga aż po bezkresne połacie narodów zwanych młodymi. Wszelako wśród ogółu ludzkie społeczności otwiera się przed Kościołem nie jedna, ale sto możliwości nawiązania spotkań z innymi. Jedne z nich ocenia się jako bezsprzecznie otwarte, a więc łatwe; inne jako wątpliwe i trudne; jest wreszcie bardzo wiele dalekich, niestety, od przyjaznego dialogu.

14. Istnieje więc tutaj dla Kościoła kwestia nawiązania dialogu ze współczesnymi ludźmi. Będzie to już zadaniem Soboru określić, jaki jest zasięg i złożoność tej kwestii, a zarazem rozwiązać ją w najlepszy możliwie sposób. Konieczność rozwiązania tej kwestii wywiera jednak taki nacisk na Naszą duszę, dodaje jej podniety i stwarza niby głęboką tendencję, że uważamy za stosowne dać temu wyraz wobec samych siebie i Was, Czcigodni Bracia, doznających tego samego z niepokojem nie mniejszych od Nas, by się więcej uzdolnić do wszczęcia dyskusji i narad, któreśmy zdecydowali przedłożyć razem z wami na Soborze w tej tak doniosłej i wielostronnej dziedzinie.

Usilnie i nieustanne starania o zapewnienie pokoju

15. Z tego cośmy dotąd nadmienili skrótowo o Naszej encyklice, zrozumieliście łatwo, że nie będziemy w niej omawiać wszystkich ważnych i palących zagadnień, nurtujących dziś nie mniej ludzkość, jak i Kościół, do których należą: pokój między narodami i społecznymi warstwami; nędza i głód, wciąż jeszcze dręczące całe narody; wolnościowe i kulturowe dążenia młodych narodów; zestawienie różnych światopoglądach współczesnych nam ludzi z chrześcijańską mądrością; ciężkie położenie tylu narodów i rozległych terenów Kościoła, gdzie uwłacza się prawom wolności obywatelskiej i godności osobistej; zagadnienia moralne, związane z rozrodczością oraz temu podobne.

16. Czujemy się wszakże zmuszeni do otwartego stwierdzenia, że w pełni sobie uświadamiamy ciążący na Nas obowiązek nie tylko bacznej i pełnej zainteresowania uwagi na doniosłe i wspólne wszystkim zagadnienie pokoju, lecz również zaangażowania w nie ustanej i skutecznej troski. Mimo, że te starania są zacieśnione ramionami naszego urzędu, a więc odbiegają od przeróżnych doraźnych korzyści, czy też od pewnych przesłanek polityków, to zamierzają przecież do tego, by posłużyć ludziom do wyrobienia sobie takiej postawy i takiego podejścia, które by obok sprzeciwu wobec okrutnych i wyniszczających zatargów wojennych, były nastawione na wzajemne powiązanie narodów, drogą sprawiedliwego prawa, rozsądku i pokoju. Dołożymy również wszelkiego wysiłku Naszej zapobiegliwości i troskliwości, by w miarę swoich możliwości przyczynić się do zgodnego współżycia narodów i wzajemnej współpracy, skoro ogłoszone już zasady oceniono jako najszczytniejsze w ludzkich stosunkach i zdolne do pohamowania czyichkolwiek nieposkromionych zapędów i namiętności, będących zarzewiem wojen. Nie pozwolimy też na zwłokę w oczekiwaniu pomocy, by w razie narzucającej się okazji nawoływać zwaśnione narody do rzetelnych i braterskich układów. Nigdy bowiem nie zapominamy, że tą miłością powodowana pomoc jest przecież prostym obowiązkiem, który, wobec współczesnego rozwoju wiedzy oraz międzynarodowych instytucji, świadomość spełniania wśród społeczności ludzkiej roli uznaje za tym bardziej konieczny. Rola ta nastawiona jest na to, byśmy zespalali ludzi w braterskiej miłości w oparciu o moc tego Królestwa sprawiedliwości i pokoju, które założył Chrystus przyszedłszy na ten świat.

17. Jeśli tym razem orędzie Nasze, ze zrozumiałych względów zamyka się tylko w wywodach dotyczących życia Kościoła, to jednak bynajmniej nie zapomnimy o tych nader doniosłych zagadnieniach. Niektóre z nich wejdą pod obrady Soboru. My zaś, spełniając Nasze apostolskie posłannictwo, jeżeli Bóg użyczy pomysłów i sił, będziemy je przemyśliwać i w czyn wprowadzać.

I. Samoświadomość Kościoła

18. Do obowiązków Kościoła, domagających się spełnienia we współczesnej dobie, należy chyba stanowczo dążenie do osiągnięcia jaśniejszej i pełniejszej świadomości samego siebie, zasobu prawdy, której dziedzicem i stróżem został ustanowiony, oraz zleconego sobie na tej ziemi zadania. Bo zanim Kościół przystąpi do przestudiowania jakiejkolwiek specjalnej kwestii i zanim wyważy wytyczne swego postępowania w stosunku do społeczności ludzkiej, musi chwilowo zastanowić się nad samym sobą. Chodzi o to, by lepiej rozeznać zalecone sobie do wykonania Boże zamiary, by nabrać więcej światła, nowych sił oraz przypływu radości do wykonania owych zadań, a wreszcie znaleźć bardziej stosowne metody nawiązywania bliższych, skuteczniejszych i owocniejszych stosunków ze społecznością ludzką, do której przecież sam należy, aczkolwiek odróżnia się od niej właściwymi sobie i wręcz znamiennymi cechami.

(…)

Dan w Rzymie u świętego Piotra, w święto Przemienienia Pańskiego, dnia 6 sierpnia 1964 r., drugiego Naszego Pontyfikatu.

PAULUS PP. VI

czytaj cały tekst