Źródłem pokoju jest zdać się na wolę Bożą: robić, co jest w naszej mocy, resztę zostawić staraniu Bożej Opatrzności i zaufać jak dziecko Matce swej najlepszej.

św. Maksymilian Maria Kolbe

❖ Konferencje:

(kolejność malejąca- kliknij w temat konferencji)

     ciąg dalszy nastąpi…

❖ Konferencje 21 • 30

Tytuł konferencji

Tekst w przygotowaniu.

Samemu dążyć do doskonałości i innym do tego pomagać

1. Celem naszym jest dążenie do doskonałości. Tyle razy już o tym sobie przypominaliśmy, ale nie zaszkodzi i dziś przy sobocie to sobie przypomnieć. Jest to rzecz tak ważna, że nigdy nie będzie za wiele o tym mówić, musimy to sobie stale i wciąż, wciąż przypominać, bo tak łatwo o tym zapominamy. Ludzie tak skłonni są do obierania środka za swój cel, a często nawet i w zakonie obiera się jakiś środek za cel. Więc musimy pamiętać, by tego błędu się ustrzec. Pan Jezus powiedział: „Przyszedłem ogień puścić na ziemię i czegóż chcę, jeno aby był zapalon” [Łk 12,49]. Musimy ze swej strony zrobić wszystko, by ta miłość co dzień bardziej się pogłębiała i żeby była bezinteresowna.

2. Jeślibyśmy w dążeniu do doskonałości myśleli często o sobie, to dobrze by nie było, a gdybyśmy chcieli porównywać swe dobre uczynki z uczynkami innych braci, to też dobrze by nie było.

Dobra miłość bratnia nie szuka przyjemności własnej, ale tylko miłości bliźniego. Stara się tej duszy dopomóc. Nie dba o to, że może się narazi przy tym na nieprzyjemność.

Zdobywa się na przezwyciężenie i choć kosztem przykrości, w trosce o dobro duszy bliźniego, jeśli ma po temu obowiązek, zwraca mu uwagę. Gdyby to nie poskutkowało, to choćby nawet komu przykro było, jednak dla miłości zawiadamia przełożonego. To należy też do prawdziwej miłości bratniej.


Niepokalanów, sobota 22 października 1938 r., do braci profesów solennych.
Notował brat z Niepokalanowa o nie ustalonym nazwisku.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 270 – 271.

Bez smutku i niepokoju

Niepokoje pochodzą z miłości własnej. Zwyczajnie boimy się, żebyśmy nie utracili tego, co mamy, albo żebyśmy uzyskali to, czego pragniemy. Czy to są te rzeczy, które się ma albo które się chce mieć?

Wszystko, co jest poza Panem Bogiem, może być dla nas przeszkodą. Jeden boi się utraty zdrowia, inny czuły jest n punkcie swojego honoru, pochwały, ludzkiego szacunku, inny obawia się utraty zajęcia itp. Przeszkodą nogą być drobiazgi nawet.

Wszystko jest dobre, czego sobie Niepokalana życzy. Do Niej się mamy przywiązać, a nie do innych rzeczy. Dobre są one o tyle, o ile Niepokalana życzy ich sobie.

Nie ma racji się trapić, chociaż byśmy inne rzeczy, któreśmy pokochali, utracili po pewnym czasie. Bardzo ważną jest rzeczą, żeby się nie przywiązywać do rzeczy drugorzędnych, ale do istotnych.

Pamięć na to, komu się służy, dodaje dużo energii. Im trudniej się do czegoś zabrać, tym większy pożytek dla sprawy Niepokalanej. Jeżeli się czuje naturalny wstręt, to może być oznaką, że to będzie wolą Niepokalanej i że będzie z tego duży owoc. Diabeł też czuwa, dlatego budzi odrazę i stara się, byśmy nie zabrali się tak gorliwie i z zapałem. Diabeł będzie używał przeklętych i świętych rzeczy, żeby swój cel osiągnąć. Zobaczycie w praktyce. Jak sprawa była w projekcie, był zapał. Kiedy projekt potwierdzono, a więc wola Niepokalanej jasna, wnet ręce opadają. Ponieważ jest już jasna wola Boża, dlatego Pan Bóg zamyka swoje światło i wstręty będą się budzić.

Bardzo uważajmy na to, żeby nie było smutku i przygnębienia. Jeden mamy cel – Niepokalaną. Oczywiście, że celem jest Pan Bóg. Możemy być spokojni, że między Panem Jezusem a Niepokalaną nie ma nic do zarzucenia. Tam jest najściślejsza łączność. Smutek jest niepotrzebny.

Pozwólmy się Niepokalanej prowadzić. Im natura będzie się więcej buntować, tym większa będzie zasługa.

Niepokalanów, sobota 9 lipca 1938 r.
Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 265.

Potrzebna jest modlitwa i pokuta

Celem nadprzyrodzonym MI jest, żeby sprawa MI jak najszerzej się rozwinęła, żeby pod sztandar Niepokalanej zaciągnęło się jak najwięcej dusz.

Jak to zrobić? Prawda, można to zrobić przez nowe pisma, ale to wszystko nie wystarcza. W porządku naturalnym – środki naturalne są proporcjonalne do celu i zupełnie wystarczają. W porządku nadnaturalnym – rzeczy porządku naturalnego nic nie mogą zdziałać. Trzeba łaski nadprzyrodzonej jako przyczyny. Musimy się starać, by tych łask jak najwięcej spłynęło przy czytaniu komunikatów. Tutaj potrzebna jest pokuta i modlitwa, która jest zwyczajnym środkiem do zdobycia łask.

1. Zwróćmy uwagę na zwyczajne modlitwy obowiązkowe, zwróćmy większą uwagę na gorliwe ich odmawianie. Jeżeli te wszystkie modlitwy postaramy się dobrze odprawić, będziemy mogli na pewno dużo łask pozyskać dla siebie i dla innych.

Niektóre dusze trapią się i smucą, jeśli doznają przeszkód na modlitwie. Czy moja modlitwa coś warta? Roztargnień pełno, w rozmyślaniu uwaga ucieka, rachunek sumienia przechodzi tak, jakby go nie było. Jak we wszystkich rzeczach – tak i w modlitwie wartość polega na tym, czego się chciało i pragnęło, a nie „co chciałbym”, czyli na woli.

Modlitwa jest nie wtedy lepsza i więcej zasługująca, kiedy obfituje w pociechy, ale kiedy trzeba więcej wysiłku i wierności, by powracać do tego, co się czyni. Postarajmy się, żeby wola nasza czuwała nad sobą, a nie nad tym, żeby nie było roztargnień. Jest to wyjątkowa łaska, jeśli ktoś nie ma roztargnień.

Polecenia godne są modlitwy nadobowiązkowe, ale o tym, o ile nie będą przeszkadzać obowiązkom. Wola Boża jest ponad wszystko, nawet ponad modlitwę. Modlitwa nadobowiązkowa jest bardzo pożyteczna, chwalebna i wskazana, zwłaszcza w niedziele i święta, kiedy łatwiej jest dorzucić do obowiązkowych modlitw.

Akty strzeliste podtrzymują i oczyszczają duszę. Przyczyniają się one do powiększenia zdroju łask. Ileż to aktów w ciągu dnia i nocy po obudzeniu można odmówić. Są one bardzo ważne w życiu duchowym: podsycają je jak drewna podkładane do ognia.

2. Bardzo powiększa zdroje łask pokuta. Nasz Zakon nazywa się zakonem pokuty. Może być pokuta zmysłów, rozumu i woli. Można też rozróżnić dwa rodzaje uczynków pokutnych. Jedne te, które nam pan Bóg zsyła, inne te, które sobie sami wybieramy. Trudniejsze są te, które Pan Bóg zsyła.

Nie tak dawno był u mnie jeden z braci i narzekał na krzyżyki, które go doświadczają. Powiedziałem mu, że nie ma kącika bez krzyżyka. Na barkach każdego jest krzyż i gdyby go nie było, nie byłoby za co pójść do nieba. Pan Jezus dźwigał krzyż i na nim umarł. Krzyżyki są potrzebne. Nieraz się nam zdaje, że są za ciężkie, ale czy Pan Bóg ich nie zna? Jeżeli ze swej strony uczynimy wszystko, na pewno tylko zasługę zdobędziemy.

Poza tym mamy różne pokuty przepisane. Każdy przepis jest pewnym ograniczeniem wolności osobistej, pewnego rodzaju pokutą. Przepisy zakonne są dobrowolną i prawdziwą pokutą, będącą źródłem wielu łask. Są wreszcie pokuty dobrowolne. Kto by ich nie chciał przyjmować – to by nie okazywał zbyt wielu oznak miłości ku Panu Bogu. Do nich należeć będą umartwienia jakiejś ciekawości itp. Są to pokuty drobne, nie szkodzące zdrowiu i wysługujące wiele łask. Wreszcie wzajemne przebaczanie natychmiastowe jest nieocenionym źródłem łask.

Niepokalanów, wtorek 26 kwietnia 1938 r., w rannym rozmyślaniu do braci profesów.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 241 – 242.

O chętnym przebaczaniu bliźnim

Kiedyś było powiedziane, żeby starać się o ile możności nie we dwóch chodzić. Dla równej miłości wzajemnej starać się ze wszystkimi jednakowo obcować.

Czasem zdarzy się też, że komuś, choćby niechcąco, przykrość zrobi. Czasem też ktoś inny daje odczuć, że doznał przykrości. Bardzo na to uważać, aby się to nie zakorzeniło. Są różne charaktery: jedni zapalają się szybko i zaraz zapominają urazy, inni znów pamiętają długie miesiące i trwają w tym. Tłumaczą sobie: ja się nie gniewam, ale nie chciałbym się z nim spotkać. To już nie jest miłość bratnia. Modlimy się codziennie „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” [Mt 6,12]. W oczach Bożych jest to poważna rzecz, bo nie w inny sposób Pan Bóg ustosunkuje się do nas. Jeżeli nie będzie przebaczenia z naszej strony, to i Pan Bóg nam nie przebaczy. To jest poważna przeszkoda tamująca dopływ łaski Bożej. Jeżeli się komuś coś podobnego zdarzy – niech wykorzystuje te okazje do oczyszczenia własnej duszy przez odpuszczenie win bliźnim.

Mówi rzymskie przysłowie: dziel i rządź. To samo i szatan czyni, jeśli chce coś zyskać: stara się dzielić, wszcząć niesnaski itp.

Każdy ma wady i tym więcej – im mniej w sobie ich widzi. Sprawiedliwy siedem razy na dzień upadnie [por. Prz 24,16], a my – kto wie, ile razy. Przykrości stąd płynące są dobrą okazją do uzyskania przebaczenia za własne winy.

Niepokalanów, niedziela 24 kwietnia 1938 r., do wszystkich po południu.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 240.

Pokój wewnętrzny

Pan Jezus po swoim zmartwychwstaniu ukazywał się często uczniom i mówił do nich: „Pokój wam” [J 20,19], i innym znów razem: „Pokój mój daję wam” [J 14,27]. Tak im zalecał, żeby byli w pokoju. Widzimy, jak na świecie dużo jest niepokoju, szarpaniny. To wszystko świadczy o braku ducha Pana Jezusa – ducha pokoju wewnętrznego. Stąd nie ma i postępu. I do klasztoru taki niepokój potrafi się wcisnąć. I musimy bardzo uważać, żeby go nie dopuszczać, bo wówczas nie może być mowy o postępie. Jakie mogą być niepokoje? Niepokoje mogą pochodzić ze stosunku do braci, gdy ktoś nieprzychylnie nam coś uczynił, albo warunki, w których jesteśmy, mogą się nam nie podobać, albo się boimy, żeby nie nastały takie czasy itp.

Jedno jest źródło niepokoju: miłość własna uciekająca od krzyża. Mogą być niepokoje wewnętrzne, czyli sumienia, bezpodstawne lub z podstawą, ale wszystkie one przeszkadzają postępowi. Jeżeli niepokój ma podstawę – trzeba ją usunąć. Kto widzi, że się dobrowolnie zaniedbuje, to z miłosierdzia Bożego, prześladuje go niepokój. Może być wyrzut sumienia z winy popełnionej. Z jakichkolwiek przyczyn byłby niepokój, zawsze jest on szkodliwy. Tak samo jak w maszynie. Jeśli jakaś część jest nie dopasowana – powstają zgrzyty, dopóki nie usunie się tego defektu. I nie można jej szybko puścić w ruch. Tak samo i z duszą. Pierwszą rzeczą jest usunąć niepokój. Jak usunąć niepokój – względnie, jak utrwalić pokój, o którym mówił Pan Jezus: „Nie jako świat daje, Ja wam daję”? [por. J 14,27]. Świat dogadza zmysłom, pysze rozumowi. Pan Jezus daje, nie jako świat daje, do czego zepsuta natura ciągnie. Natura nie zadowala się. Ona chce ciągle dalej, jeśli się jej popuszcza. Jak ludzie gonią na świecie za uciechami – nieraz zakazanymi nawet!

Św. Augustyn mówił: „Niespokojne jest serce człowiecze, dopóki nie spocznie w Panu”1. Pokój świata – to chwilowe odurzenie, wzburzenie. Pokój Pana Jezusa nie jest taki, aby dać się ujarzmić naturze, ale pochodzi ze zwycięstwa nad naturą. Jeżeli zwycięzcy mówią, że dążą do pokoju, to mają nadzieję zwycięstwa. Dla pokonanych pokój jest oznaką zupełnego podbicia. Pokój zwycięzcy jest ten, który Pan Jezus daje. „Jam zwyciężył świat!” [J 16,33]. O pokoju zwycięzcy mówił Pan Jezus. Do tego zwycięstwa prowadzi miłość Boża, posunięta aż do wzgardy siebie. I wówczas dopiero może być pokój zwycięzcy: aż do wzgardy siebie.

Oczywiście, że człowiek o własnych siłach nie może zwyciężyć samego siebie. Tu trzeba porządku łaski, po prostu zależy od modlitwy. Która dusza więcej się modli, ma więcej pokoju i szczęścia. Jak to wygląda praktycznie w życiu codziennym? Taka dusza nie żyje ze zmysłów ani z rozumu, ale z wiary. Ona się wzniosła ponad porządek naturalny. I różnica między duszą żyjącą z rozumu a z wiary jest bez przesady nieskończona. Bo ta druga żyje wedle rozumu Bożego – nieskończonego. I o ile dusza żyje z wiary, o tyle podnosi się do porządku nieskończenie wyższego ponad porządek naturalny. Ona się Boskim rozumem, wolą i potęgą kieruje. Rozum naturalny może być nawet geniuszem, ale zawsze będzie skończony. W praktyce dusza żyjąca z wiary zdaje się na wolę Bożą, ufa Panu Bogu. Wie, że Pan Bóg lepiej wie, co jest dobre, zdaje się więc we wszystkim na Jego wolę.

Ze swej strony robi wszystko, co może – resztę pozostawia Panu Bogu. I tu jest źródło pokoju, którego nic przełamać nie może.

Jeżeli na chwilę zapomni się – ocknie się znowu, powróci do oddania się woli Bożej i znów płynie w pokoju. Jest to pokój zwycięstwa nad zepsutą naturą.

Starajmy się, byśmy dali się Niepokalanej prowadzić, pragnęli tego, czego Ona sobie życzy. Jak w tym pokoju będziemy żyli – rozpędzić będzie można całą maszynę Niepokalanowa.

Niepokalanów, środa 23 marca 1938 r.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

[1] Por. św. Augustyn, Wyznania, księga I, rozdz. I.

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 218 – 220.

❖ Konferencje 11 • 20

Wolna wola i jej następstwa

Wczoraj wieczorem podziękowaliśmy Niepokalanej za zwyciestwo [1]. Niektórzy się pytali, co to było za zwycięstwo. To, co było, było dopiero początkiem. Było to tylko odparcie najazdu przeciwko nam. Główne siły trwają, bo Pan Bóg dał ludziom wolną wolę, nikt nie jest przymuszony dobrze czynić. Pismo święte powiada, że świętość polega na tym, że ktoś mógł przekroczyć prawo, a nie przekroczył [por. Syr 31,10]. Dlatego że może źle czynić, a nie czyni – jest sprawiedliwy. Dopóki jest wolna wola – może pójść w kierunku dobrym i złym. Kto sam coś złego zrobi – chce i drugich do złego wciągnąć. Kto na świecie jest ubogi i niedobry – będzie innym szkodził. Żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, starać się będzie i innych wciągnąć w taki stan, w jakim sam się znajduje. Tak samo postępuje diabeł. Zło będzie dalej wojować. Z drugiej strony ci, co kochają Pana Boga, nie będą czekać z założonymi rękami, ale zawiną rękawy, by pociągać i dopomagać innym w osiągnięciu wyższych szczytów. Wojna między złem a dobrem była, jest i będzie.

Duszom miłującym Pana Boga winno jedynie chodzić o chwałę Bożą, a nie osobiste cele. I gdyby ktoś wiedział, że łaski, które on otrzyma, inny lepiej by wykorzystał – oddałby mu je ze względu na większą chwałę Bożą. Wtedy byłaby doskonałość heroiczna. Zawsze będzie się powtarzać historia: „Któż jak Bóg” [por. Ps 112,5] i „nie będę służył”.

Pan Bóg chce walki, aby ludzie okazali swą miłość. Diabeł może zdziałać tylko tyle, na ile mu Pan Bóg pozwoli. On zresztą na swój sposób też pracuje dla chwały Bożej. Ukrzyżowanie Pana Jezusa przyniosło zbawienie światu, męczeństwo milionów dusz przysporzyło chwały Panu Bogu, bo ci bohaterowie okazali się mężni i mocni w wierze. Walka zatem będzie, chyba żeby Pan Bóg inna ekonomię zbawienia założył.

Jak kto sobie sam zarobi, i to dość ciężko, szanuje i oszczędza później, ale kto pożyczy od kogo, nie dba już tak, bo to nie jego – tak samo i w sprawach o niebo. Gdybyśmy sobie nie zapracowali, nie byłoby niebem i nie byłoby takiego szczęścia. Z miłosierdzia swego dał nam Pan Bóg niebo i dał środki do jego zdobycia. Jeśli je wykorzystamy, osiągniemy szczęśliwość wieczną. Pan Bóg obiecał dać niebo tym, którzy wolę Jego pełnić będą, a więc po zachowaniu tego warunku nam się niebo należy. Obiecał sam siebie w nagrodę, a więc jesteśmy pewni, że zarobiliśmy sobie na Pana Boga.

Musi być wolna wola i walka, aby szczęście było pełne. I ta walka będzie jeszcze większa. Nowi święci coraz więcej zadziwiają świat […].

Nasze przygotowania są przez Niepokalaną i tym różni się Niepokalanów od innych. Właściwie to Ona kieruje, a my tylko Jej narzędziami. I to „przez Niepokalaną” jest istotą Niepokalanowa. Z chwilą kiedy by stracił ten charakter, nie będzie już tym, czym jest i czym powinien być. Benedyktyni mają inny charakter niż Franciszkanie, których ma cechować ubóstwo. U Franciszkanów, gdziekolwiek są jakieś dobra, od razu błogosławieństwo Boże odchodzi. Tak samo i Niepokalanów ma swój charakter „przez Niepokalaną”. Niech tylko nie się odsunie od celu MI i charakteru „przez Niepokalaną” – straci rację bytu i nie będzie miał błogosławieństwa Niepokalanej. Jeśli ma na celu sprawę Niepokalanej, nie może pragnąć czego innego – jak lilia nie może pragnąć być różą.

[…] I my możemy mieć różne plany, ale ten cel musi być zawsze. Jeśli będą jakieś inne cele, to chociażby to były rzeczy wzniosłe i święte, Niepokalanów będzie słabnąć. Oczywiście przez Niepokalaną dochodzi się do wyższej doskonałości, bo osiąga się po prostu Jej zjednoczenie z Panem Bogiem.

Wiem o jednym, który był w Niepokalanowie, ale chciał iść do Pana Jezusa bezpośrednio, a nie przez Matkę Bożą. Skończyło się na tym, że utracił wszystko. Pan Bóg chce, żebyśmy szli drogą przez Niepokalaną. A jeśli my mamy ten charakter – Milicję bowiem Stolica Apostolska zatwierdziła – to jest Jego wolą i chce, byśmy szli w tym charakterze i będzie nam wówczas błogosławił.

Niepokalanów, kiedy wykreśliłby Niepokalaną jako drabinę do doskonałości – straci wszystko.

Walka będzie o ideał najwyższy.

Niepokalanów, niedziela 20 marca 1938 r.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

[1] O wielkim zwycięstwie pisał też św. Maksymilian do matki w liście z dnia 23 marca 1938 r. (zob. Pisma, cz. 1, 687), nie wyjaśniając bliżej, na czym ono polegało.

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 201

Modlitwa przede wszystkim

Musimy sobie często przypominać, że cały owoc naszej działalności względem dusz w kierunku ich nawrócenia i uświęcenia zależy od modlitwy. W porządku nadnaturalnym skutek uzależniony jest od łaski, a łaskę trzeba wyprosić modlitwą. Choćby na zewnątrz było dużo ruchu, dużo pracy i rozgłosu, a modlitwy byłoby mało, owoców stosunkowo będzie niewiele. Dlatego trzeba się dużo modlić. W niedzielę, gdy jest więcej czasu, dobrze jest wpaść do kaplicy choćby na krótką chwilkę i pomodlić się. Miłość do Niepokalanej i dusz niech nas do tego pobudza.

W związku z „pięciolatką” tym bardziej potrzeba nam modlitwy. Jak wskazują statystyki, w ubiegłym roku przybyło 33 000 członków MI, więc dotychczasowe wysiłki są niewystarczające, by zdobyć w tym roku milion, w drugim dwa itd. Musimy o wiele więcej zrobić. Możemy sobie szczerze powiedzieć, żeśmy nie zrobili wszystkiego, cośmy mogli zrobić, gdyż pod względem modlitwy możemy zrobić o wiele więcej, a każdy ze swej strony powinien zrobić wszystko, co może.

Kiedyś mówiłem, że niedziela jest dniem misji między braćmi młodszymi. Więc przede wszystkim sami nabądźmy ducha modlitwy, by później te łaski, które wyprosimy sobie, udzielały się innym. Niepokalana jest Pośredniczką łask; jest przepełniona łaską i z tego nadmiaru łask my otrzymujemy.

Modlitwą i cierpieniem możemy wyprosić wiele łask. Działalność zewnętrzna tylko przygotowuje drogę do łaski, ale nie sprowadza tej łaski. Jak się mamy modlić? Modlitwy tej nauczył nas Pan Jezus słowami: „Panie, odejmij ode Mnie ten kielich, ale nie moja, ale Twoja wola niech się stanie” [por. Mt 26,39]. Możemy więc modlić się o oddalenie tych krzyżyków, ale zawsze z poddaniem się woli Bożej.

Jest jednak modlitwa, która na pewno jest wolą Bożą, a jest nią prośba o własne i drugich uświęcenie. Gdy się modlimy, żeby Niepokalana zdobyła wszystkie dusze, na pewno jest to wolą Bożą. W tej intencji możemy wszelkie trudy, niewygody i cierpienia ofiarować Niepokalanej, żeby zdobyła świat – bez żadnych zastrzeżeń.

Zapytano raz Napoleona, czego potrzeba, żeby wygrać bitwę. Ten odpowiedział: „Potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy”. Tak samo, gdy chodzi o uświęcenie dusz, potrzeba modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy. Gdy brak modlitwy, to dusza słabnie i tak musi być. Ze skarbca łask, ile się zaczerpnie, tyle się będzie miało. Gdyby kto na przykład jadł obiad co drugi dzień, to na pewno nie będzie miał tych samych sił, jakie by miał, gdyby jadł codziennie. Jeśli kto jest słaby fizycznie, to musi lepiej i częściej się odżywiać. Tak samo słabnący i chorzy na duchu potrzebują więcej tego pokarmu łaski, który można otrzymać przez modlitwę.

Niepokalanów, niedziela 20 lutego1938 r., do braci profesów solennych na rannym rozmyślaniu.

Notował br. Teodozjusz Borkowski, kryptonim TB.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 197 – 198.

Potrzebne: pokuta i modlitwa, zwłaszcza różańcowa

Za tydzień od dziś będzie już święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes. Matka Boska w sam raz objawiła się w tym czasie i w tym kraju, gdzie najbardziej stygła wiara, a przez to objawienie się wzmocniła. Matka Boża przyszła wzmocnić wiarę, ożywić ją wśród ludu.

Nas też Niepokalana przysłała do Japonii, abyśmy tę wiarę ożywili wśród pogan. I to Niepokalana wybrała sobie samych niedołęgów, takich rozbitków duchowych, aby pokazać przez to, że to Ona działa, a nie my. Gdyśmy tu przyjechali do Japonii, to nam mówili: „O Panu Bogu nasamprzód nauczajcie, a nie o Matce Bożej, i gdy już o Panu Bogu pouczycie, wtenczas dopiero o Matce Bożej”. Poczciwi bardzo, ale nie wiedzą, że wszystkie łaski Niepokalana rozdaje, a więc i tę łaskę nawrócenia musi dać. Niepokalana, gdy się w Lourdes objawiła, to powiedziała trzykrotnie: „pokuty” z różańcem w ręku, dając poznać, że te dwa środki są bardzo potrzebne do uświęcenia się: pokuta i modlitwa. Różaniec też był oznaką, że najmilszą modlitwą dla Niepokalanej jest odmawianie różańca.

Jak to miło jest w Niepokalanowie polskim, że tak są zapaleni tym duchem pokuty i tak ją chętnie praktykują. A i u nas też w niedzielę na zebraniu MI uchwaliliście pewne środki pokuty. To Niepokalana Was natchnęła, aby się przygotować do tak wielkiego święta, jakim jest 75. rocznica Jej objawienia się w Lourdes. Różaniec jest modlitwą najmilszą Matce Bożej. Przyznam się Wam, że już od paru lat przed każdym zaczęciem się „Rycerza” i po jego skończeniu odmawiam zawsze cząstkę różańca świętego, oddając na własność wszystkie skutki jego Niepokalanej.

Mugenzai no Sono, sobota 4 lutego1933 r.

Notował br. Sergiusz Pęsiek.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 24 – 25.

Miłość i nienawiść na świecie

Walka z Bogiem była, jest i będzie. Kto postawił siebie na miejsce Boga, ten idzie przeciw Panu Bogu. Ale kto kocha Boga, ten kocha też bliźnich ze względu na Niego. Tylko miłość może dać przedsionek nieba i u nas jest ten przedsionek, gdyż wszyscy się kochamy. Ojcem mamy Boga w niebie, Niepokalana jest matką, a Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie jest starszym bratem i wszyscy ludzie do tej rodziny powinni należeć. […]

Niepokalanów, niedziela 13 lutego1938 r., do grupy braci z redakcji, administracji i studium, po odczycie prelegenta na temat socjalno-ideologiczny.

Notował br. Teodozjusz Borkowski, kryptonim TB.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 190.

Luźne zdania na temat życia wewnętrznego

Naszym największym zmartwieniem nie są wcale długi, lecz dusze – aby je zachować od bezbożnictwa. Pan Jezus powiedział: „Starajcie się najprzód o królestwo Boże, a to wszystko będzie wam przydane” [por. Mt 6,33]. To wszystko będzie przydane. Naturalnie, że musimy być roztropni, ale to nie jest największym zmartwieniem.

Kto nie ma ducha umartwienia, na pewno się nie uświęci.

❖❖❖

Dopływ łaski jest uzależniony od modlitwy. My prócz zwyczajnych potrzebujemy jeszcze szczególnych łaski i dlatego musimy się więcej modlić.

❖❖❖

Kto się czuje słaby, niech się jeszcze więcej modli.

❖❖❖

Wszystko o tyle jest wartościowe, o ile do Pana Boga prowadzi. I do Niepokalanej przywiązujemy się całą duszą i całym sercem dlatego, że Ona do Pana Boga prowadzi.

❖❖❖

Nie chodzić nigdy po dwóch i unikać przywiązań. Tylko do Pana Boga się przywiązywać, a co jest przeszkodą, natychmiast odrzucać.

❖❖❖

Można wybierać gorliwszych od mniej gorliwych, lecz tylko dlatego, że się od nich dowiemy coś więcej z życia zakonnego i że sami staniemy się gorliwsi.

Niepokalanów, 1937 r., zdania wypowiedziane przy różnych okazjach.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 177 – 178.

Rola modlitwy w życiu wewnętrznym

Czego nam potrzeba do osiągnięcia naszego celu? Czego potrzebują ludzie świeccy?

Zwyczajnie ludzie świeccy szperają po różnych książkach i pragną mądrości, wiedzy oraz dążą do tego, aby wolę dostatecznie wyćwiczyć, by móc cel osiągnąć.

A co to jest mądrość?

Mądrość jest to sposób działania, który najprędzej i najkrótszą drogą prowadzi do celu. Ten więc jest mądry, kto używa najlepszych i najwłaściwszych środków do celu. Kto by zatem miał do osiągnięcia celu pójść prosto, a poszedłby na lewo lub prawo – powiemy, że jest głupi.

To staranie się o mądrość i o tę siłę woli jest bardzo dobre i pochwały godne i ludziom świeckim w osiągnięciu celów świeckich wystarcza. Dla nas jednak jest to niewystarczające. Są to wszystko środki naturalne. My mamy cel nie ziemski, lecz ponadziemski – w niebie. I do tego więc celu muszą prowadzić środki nieziemskie – nadnaturalne.

I nie wystarczy nam mądrość i siła woli naturalna, ale potrzebna jest nam mądrość i siła woli nadnaturalna. Wiemy, skąd mamy czerpać tę siłę nadnaturalną do naszego uświęcenia. Że tu z pomocą musi przyjść łaska i tylko łaska. Że łaskę tę wypraszamy modlitwą. Jaka więc modlitwa, takie wszystko. Od modlitwy zależy wszystko. Kto się modli, ten się zbawia, a kto się nie modli, ten się potępia, mówi św. Alfons [1] (Ojciec powiedział „św. Augustyn”, bo dobrze nie pamiętał).

I szatan to doskonale rozumie, że gdy chodzi o środki naturalne – to on zawsze zwycięży. On jest duchem czystym – Mie posiada ciała, ma bystry rozum w daleko większym stopniu niż my, więc i lepiej te rzeczy pojmuje. Ale drży cały, gdy ktoś sięga wyżej po środki nadprzyrodzone w modlitwie.

Wtedy on walkę zaczyna z Bogiem, którego przecież nie pokona, o czym wie. Stara się on wszelkimi sposobami odwieść duszę od modlitwy. Będzie podsuwał roztargnienia, zniechęcenie, znudzenie itp. I my to odzywamy niejednokrotnie.

Chcielibyśmy jak najprędzej skończyć modlitwę – skrócić – wyjść z kaplicy.

Czasem, gdy jesteśmy wszyscy w kaplicy, wysyłam kilku braci profesów solemnych lub, gdy ich nie ma, symplicznych, aby przeszli się zobaczyć, czy gdzieś ktoś nie opuszcza wspólnych modlitw. Jednego razu znaleźli brata – jeszcze nie profesa – którego zawołałem i pytam, dlaczego w celi siedział, a nie był w kaplicy. On odpowiada: bo mi tu dobrze. Skądinąd dowiaduję się również, że on jest bardzo słaby pod względem zakonnym i waha się, czy pozostać w zakonie. Niewątpliwie, że musiał być słaby, jeśli dał się kusemu za nos wodzić.

My mamy wzlecieć ponad ziemię i wszystkie po prostu kamienie, które nas obciążają, odrzucić. Takimi kamieniami przeszkadzającymi nam w postępie mogą być różne rzeczy: lenistwo, przywiązanie do rzeczy, do osoby, do zajęcia itp. Starajmy się więc modlić dużo i dobrze. Rozmawiajmy często z Matką Najświętszą. Wzbudzajmy do Niej częste akty strzeliste, choćby tylko jednym słowem „Maryja”, i to niekoniecznie wypowiedzianym, ale sercem. Chodzi o to wejrzenie na Niepokalaną.

Gdy będziemy korzystać z takiej podpory, jaką Ona jest, będziemy się czuć tak potężni, że nas żadne przeciwności nie pokonają i nie odwiodą od naszego celu.

Niepokalanów, 1937 r., na rannym rozmyślaniu do braci profesów symplicznych.

Notował br. Witalian Miłosz.

1 Por. Alfons Liguori, Droga uświątobliwienia, t. III, Warszawa 1901, 7.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 172 – 173.

Smutek i niezadowolenie rodzi krytykę

Św. Paweł tak pisze w Piśmie Świętym: „Bracia, cieszcie się, jeszcze raz powiadam: cieszcie się” [por. Flp 4,4]. O Franciszek też nie mógł znieść braci smutnych. Jednak zdarzają się każdemu smutki. Nie chodzi tu o taki smutek, który powoduje śmierć ukochanej osoby czy coś podobnego, ale o taki smutek, który wynika z zamieszania.

W książce O naśladowaniu Chrystusa mamy podaną przyczynę smutku, że to miłość własna jest przyczyną [1]. Zapomina poczciwa dusza o tym. Że Pan Bóg wszystkim kieruje lub Pan Bóg wszystko dopuszcza. Pan Bóg nie dopuszcza nigdy jakiegoś zła, które by nie miało na celu większego dobra.

Czytałem pewną książeczkę duchową o apostolstwie, pochwaloną przez Ojca Świętego, gdzie pisze w ten sposób, że niektórzy trapią się nawet w sprawach zbawienia dusz. Nie wszystko idzie według ich myśli i stąd wynika, jakoby Pan Bóg przeszkadzał…[2]

Musimy to sobie przypominać, że Pan Bóg rządzi światem i większe dobro z tego wyciąga. Krew męczenników staje się nasieniem chrześcijaństwa [3]; tylko żebyśmy potrafili to uznać i zdali się na wolę Niepokalanej, ale nie trapiąc się, że nie ma wyników naszej gorliwości.

Ze smutku i niezadowolenia rodzi się krytyka. Zasadniczo krytyka ma na celu ocenę jakiejś rzeczy, ale na ogół rozumie się przez nią napiętnowanie czegoś złego. Jeszcze przed kilku laty powiedziałem, że w Niepokalanowie krytykować nie można. Krytyka wprowadza osłabienie ducha. Wyjawienie cudzej winy bez dostatecznej przyczyny jest obmową, a więc grzechem. Zależnie od wielkości popełnionego przestępstwa, obmowa może być nawet grzechem ciężkim.

I nic dziwnego, że z takiego posiewu, który jest grzechem, wyrastają podobne owoce. Spokój i szczęście dają skrzydła, a krytyka obcina te skrzydła. Chodzi o wyjawienie prawdziwej winy tylko przed tym, który może to naprawić, to czyni się dobrze. Ale nawet przedstawiając sprawę temu, który może naprawić, nie można powiedzieć, że tamten jest winny i w jakim stopniu; tego my nie możemy wiedzieć, tak samo na pewno, czy wobec Pana Boga jest winny. Jak to moralnie wygląda, to jest inne zagadnienie.

Starajmy się, by w Niepokalanowie nie było krytyki, która jak mówiłem, jest przyczyną smutku. Diabeł, jak nie może do grzechu doprowadzić, to stara się przynajmniej zamieszanie wprowadzić. Kto słucha takich rzeczy, też jest wspólnikiem tego zamieszania, które potem przychodzi.

Dla zachowania spokoju pamiętać musimy o dwóch rzeczach
1) Co nie zależy od naszej woli, to Pan Bóg dopuszcza.
2) Żeby strzec się tej bardzo niebezpiecznej zarazy, tej krytyki, czyli wyjawiania czyichś usterek przed tymi, którzy nie mają obowiązku naprawić.

Pokój daje skrzydła; jest on koniecznie potrzebny do służenia Panu Bogu. „Ochotnego dawcę Pan Bóg miłuje” [por. 2 Kor 9,7]. A gdy nam ciężko – to mamy Niepokalaną. Idźmy do Niej jak dziecko do matki. Ona wszystko zrobi, wszystko naprawi i na większe dobro i to obróci.

Niepokalanów, piątek 26 listopada 1937 r., do profesów symplicznych na rannym rozmyślaniu.

Notował br. Teodozjusz Borkowski.

1 Por. Tomasz à Kempis, O naśladowaniu Chrystusa, księga I, rozdz. 6.
2 Por. ks. J. B. Chautard, Życie wewnętrzne duszą apostolstwa, Warszawa 1928, 16-17.
3 Zob. Tertulian, Apologetyk, Poznań 1947, 202.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 166 – 169.

Skupienie wewnętrzne

Dziś jest pierwszy piątek miesiąca, więc milczenie cały dzień ścisłe. Jednodniowe rekolekcje – przygotowanie się na śmierć.

Nasza działalność nie polega ma mądrych i uczonych rzeczach, ale o tyle ona będzie pożyteczna, o ile my przez swą wierność dla łaski Bożej wysłużymy innym te łaski.

Starajmy się więcej skupić, porozmawiać z Matką Najświętszą, Panem Jezusem, spełniać wszystko tak, jak byśmy w wieczór mieli umrzeć – zdać rachunek.

Bardzo to ważna rzecz to skupienie wewnętrzne. W wolnych chwilach zbadajmy, jakeśmy czynili postanowienia, czy je spełnialiśmy, a jeżeli nie, to dlaczego. Przez doskonałe przepędzenie tego dnia otrzymujemy łaski specjalne: a więc na przyszły miesiąc, do następnych postanowień, na następny tydzień itd.

Niepokalanów, uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego 4 czerwca 1937 r., po śniadaniu.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 126.

Luźne zdania o świętości i niebie

1. cierpienie, 2. wiedza Boża, 3. praca wewnętrzna, 4. świętość, 5. niebo.

1. Raz się tylko cierpi i tylko przez cierpienie możemy Panu Bogu okazać swą prawdziwą miłość, bo ona okupiona jest kosztem własnym.

2. Mamy bardzo mało wiary i wiedzy, a głównie wiedzy o rzeczach Bożych.

3. Praca fizyczna jest najłatwiejsza; praca umysłowa jest trudniejsza, ale daje większe zadowolenie, a jeszcze trudniejsza jest praca duchowa i ta daje największe zadowolenie.

4. W niebie będzie bardzo dużo dusz, o których my nie wiemy. I zdarzyć się może, że prosty pastuszek na zapadłej wiosce może być o wiele większym świętym od któregoś z kanonizowanych. Pan Bóg przez Kościół kanonizuje niektórych, abyśmy mieli przykłady, jak oni żyli.

Nie możemy rozróżnić, który święty w niebie jest większy, a który mniejszy. Bo gdy weźmiemy maszynę, a w niej duże koło i małe kółko i zapytamy, które lepiej spełnia wolę, według której ma pracować, dojdziemy do wniosku, że oba są niezbędne. Tak samo i z duszami. Wszystko mierzy się doskonałością spełniania woli Bożej.

5. Jak dusza się rozpędzi na tym świecie w miłowaniu Pana Boga, w takim stopniu dąży proporcjonalnie w niebie.

W niebie miłość będzie się przez całą wieczność potęgować.

Pan Bóg nagrodzi za każdy akt, za każdą chwilkę dla Niego spędzoną.

W niebie są różne stopnie, ale jakie one są i jak się mierzą, tego nie wiemy. I w ogóle o niebie dużo mówić nie możemy, bo go nie pojmujemy ani o nim nie wiemy. „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co nagotował Bóg tym, którzy o miłują” [por. 1 Kor 2,9]. Nie mamy więc odpowiednich władz w tym życiu, aby niebo poznać.

Niepokalanów, poniedziałek 31 maja 1937 r., w czasie wieczornej rekreacji.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 125.

Królowa Polski i świata

Wiemy wszyscy, co oznacza dzień dzisiejszy. Wiemy też, jak w historii rozwijała się ta uroczystość. I w Litanii loretańskiej często odmawiamy: „Królowo Korony Polskiej” czy „Królowo Polski”, módl się za nami. Tylko czy czasem ta nazwa nie spowszedniała nam i nie robi takiego wrażenia, jakie robić powinna? Gdy oglądamy się wokoło i wspominamy na treść tej nazwy, musimy przyznać, że to jednak jeszcze nie wszyscy wierzący w Polsce znają dobrze Matkę Najświętszą i uznają Ją za swoją Królową. Jest dysonans między ogólnym powiedzeniem a rzeczywistością […]. Ilu to jest katolików tylko z metryki. A nawet i ci, którzy praktykują religię i spełniają obowiązki katolickie, czy nie mają sobie nic do wyrzucenia? Wiele i tu brak. Jeżeli wglądniemy do swych serc, musimy przyznać, że nie uznajemy w zupełności Matki Najświętszej za swą Królową.

Nie chcemy, żeby Ona była tylko z nazwy Królową, ale żeby była rzeczywistą Królową, godną Matki Bożej. Nie żeby była Królową konstytucyjną, i to nawet nie w ten sposób, jak rządzili królowie w czasach absolutyzmu, ale żeby rządziła duszami Polaków, by po prostu Jej poświęcone były te dusze. I to wszyscy mają być Jej, a Ona ma być wszystkich Królową. Albo Ona będzie naszą Królową, jak przystało na Królową, albo wykreślimy tę nazwę i ten przywilej.

My tu w Niepokalanowie zebraliśmy się z różnych stron Polski i zebraliśmy się po to, żeby być rycerzami Niepokalanej. Dla nas to święto ma znaczenie głębsze. Być rycerzami Niepokalanej i zdobywać dla Niej serca wszystkich – to nasz cel. […]

Mówi się ogólnie i słusznie, że jest bardzo dużo ludzi dobrej woli. Do tych musimy iść z łagodnością i miłością. Ale mamy nie zapominać, że są ludzie złej woli. Pan Jezus przebaczył jawnogrzesznicy, ale do faryzeuszów straszne powiedział słowo: „plemię jaszczurcze” [por. Mt 12,34]. Jan Duns Szkot, idąc na dysputę w obronie Niepokalanego Poczęcia, zwrócił się do Niepokalanej i modlił się przy napotkanej Figurce: „Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza. I daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”.

Gdy zbadamy tę modlitwę, zauważymy w niej dwie części: – pierwsza bardzo pokorna, w której mówi: „Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza”; druga – w której zaciska pięść i mówi: „daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”. My nie możemy być gorsi od tego franciszkanina dającego kierunek prądowi, który zrodził dogmat o Niepokalanym Poczęciu. Nie możemy inaczej zrobić jak on. Będziemy walczyć, aż wszyscy uznają Niepokalaną za Królową. Chociażby każdy z nas był rozproszony, bo nie wiadomo, jakie koleje mogą jeszcze przyjść na Polskę, do śmierci będziemy o to walczyć, bo to nasz ideał. Czy będziemy osobno lub razem, gdziekolwiek i jakichkolwiek warunkach. Dopóki będziemy żyli, będziemy walczyć. I po śmierci jeszcze więcej walczyć będziemy, aby Matka Najświętsza była Królową Kościoła w Polsce i Królową całego świata.

Niepokalanów, święto MB Królowej Polski 3 maja 1937 r., w czasie akademii maryjnej dla mieszkańców Niepokalanowa.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 115 – 116.

❖ Konferencje 01 • 10

Chcieć zostać świętym

Z różnych stron i różni bracia przyjeżdżają do Niepokalanowa. Różne też są charaktery. Jedną jednak rzecz posiadają wszyscy, a właściwie trudność w mniejszym lub większym stopniu, a mianowicie, że chciałbym być dobrym, a nie mogę. Tyle wysiłków już włożyłem, tyle miesięcy pracowałem, a może nawet lat, i widzę, że zamiast stawać się lepszy, staję się gorszy. W świecie każda spowiedź i Komunia święta robiła na mnie wrażenie – mówi sobie niejeden – a tu tak jakoś wszystko spowszedniało, taki człowiek oziębły, jak kawałek drewna, po prostu jak bez serca.

Dwie kategorie braci należałoby rozróżnić pod względem tej trudności. Do pierwszej zaliczyć można tych, którzy chcą być dobrymi i pracują usilnie nad tym, aby nimi być, oraz tych, którzy chcieliby być i robią nawet wysiłki, ale nie chcą dać z siebie stanowczego wysiłku i tego, co ich kosztuje w zdobywaniu doskonałości. Jest bowiem różnica między wyrażeniem „chcę” a „chciałbym”.

I choćby ktoś czynił bardzo dużo wysiłków, ale nie widział ich skutków, jeśli chce, jest na dobrej drodze i osiągnie świętość. Choćby nawet powróciły dawne nałogi, choćby się zdarzały upadki, nawet ciężkie, dopóki chce, jest wszystko w porządku. Źle byłoby od tej chwili, gdyby załamał ręce i powiedział: próżne moje wysiłki. I właściwie szatanowi chodzi o to, aby nas doprowadzić do takiego zniechęcenia.

Co by należało powiedzieć tym, którzy mówią sobie „chciałbym, ale nie mogę”? Otóż nic innego, tylko żeby chcieli chcieć. To będzie pierwszy krok. Chcę, to znaczy używam wszelkich środków, a chciałbym, to boję się wszystkich używać, bo niektóre drogo kosztują miłość własną.

Dusze takie mają w sobie dużo jeszcze samolubstwa, miłości własnej, nawet samolubstwa duchowego. Trzeba chcieć, aby być świętym.

Św. Augustyn był bardzo zły, a nawet zepsuty, ale powiedział sobie: „Ci i owe mogli być świętymi, to i ty, Augustynie”, i dlatego, że chciał, świętym został. Jeśli ktoś powiada sobie, że musi być świętym to nim będzie. Tak postępował św. Benedykt i wielu innych.

Razu pewnego zapytała go jego siostra Scholastyka, co trzeba czynić, aby być świętym. Jedno jej tylko powiedział: chcieć. I nic więcej nie potrzeba, tylko chcieć.

W Piśmie Świętym powiedziane jest, że sprawiedliwy siedem razy na dzień upadnie [por. Prz 24,16]. My więcej razy upadamy. Lecz musimy się ciągle dźwigać. I kto by powiedział, że dość, już dalej nie poradzę, pyszny jest, bo siłę swoją na sobie zakłada. Tymczasem naszą siłą ma być łaska Boża. I Pan Bóg może właśnie dopuszczać te upadki, abyśmy poznali, żeśmy nicością.

Wszyscy mamy możność być świętymi. Czy kanonizowanymi? To nie jest warunek do świętości, bo Pan Bóg wynosi tylko te dusze na ołtarze, które pragnie nam dać za wzór, wskazać nam jako przykład, jak mamy postępować.

Kto powiada, że muszę być świętym, będzie nim, bo Pan Bóg łaski każdemu udziela, ale nie może naruszać wolnej woli.

Mamy miesiąc maj, miesiąc Pośredniczki łask. Uświęcenie jest dziełem tylko łaski Bożej. Gdzież więc pójdziemy po łaskę, jeśli nie do Pośredniczki wszelkich łask – Niepokalanej. Gdzież mamy szukać Pana Jezusa, jak nie przez Nią? Mamy być po prostu wychowani przez Matkę Bożą na wzór Jezusa; a przecież nie kto inny wychowywał Pana Jezusa, tylko Ona. Dlatego jeśli ktoś chce, ale nie widzi skutków, a oddaje się całkowicie Niepokalanej, aby czyniła z nim, co się Jej podoba, osiągnie doskonałość i będzie świętym. To, że widzimy się nieraz gorszymi, niż byliśmy przedtem, pochodzi stąd, że mamy więcej światła łaski, widzimy pył, który mamy usuwać. Nie dlatego czujemy się gorsi, że tych wad nie mieliśmy, ale że one były, tylko ich nie widzieliśmy.

Wśród dusz, które chcą, należy rozróżnić dwa pojęcia: uczucia i woli. Świętość nie polega na uczuciu, lecz na woli. To, że czujemy słodycz, nie jest oznaką świętości. Owszem, Pan Bóg rozumie naszą słabość i dlatego dusze początkujące lub mało doskonałe karmi cukierkami, jak małe dzieci. Dusze zaś mężniejsze, posunięte nieco w doskonałości, otrzymują cukierki tylko od czasu do czasu, a żywić się muszą twardym razowym chlebem. I to jest dopiero oznaką miłości, jeśli w przeciwnościach, w pokusach nakłaniamy swą wolę i wierni jesteśmy Bogu. Dusze takie idą często po omacku. Czasem tylko słońce zaświeci spoza chmur i poznają, że niby nie zbłądziły jeszcze. Św. Teresa na przykład mówiła, że znajdowała się w ciemnym korytarzu i nie wiedziała, czy idzie naprzód, czy wstecz. To, co pisała, to było to, w co wierzyła, ale i to było takie, jakby nie wierzyła.

Stopniem doskonałości będzie więc miara tej przeciwności, którą pokonujemy, aby dążyć do świętości.

Niepokalanej zaufajmy całkowicie i Jej oddajmy się bezgranicznie, a szybko, bardzo szybko staniemy się świętymi.

Niepokalanów, niedziela 2 maja 1937 r., w czasie Mszy świętej po Ewangelii w kaplicy braci.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 112 – 114.

Ten działa dużo dla sprawy Niepokalanej, kto pełni Jej wolę

Gdy byłem w Nagasaki, były niekiedy tak ciężkie chwile, że graniczyły ze zniechęceniem. Raz wieczorem, kiedy jechałem tramwajem, nasunęło mi się takie pytanie: „Po coś tu przyjechał do obcych ludzi, którzy mają swoje cele, którzy urządzają się, jak mogą. Po co to, na co?” Gdy jednak powracało się do przeglądania listów – korespondencji – to widziało się, że ci poganie szukają szczęścia i proszą nas o wskazówki, co mają czynić, aby je osiągnąć. Ani poganizm, ani protestantyzm nie jest tym, czego oni pragną, i u nas wyczuwają to, co jest właściwie szczęściem.

Każdy człowiek: poganin czy wierzący, uczony czy prostaczek, bogaty czy ubogi, stary czy młody pragnie być szczęśliwy. I szczęścia różnie różni szukają, jedni w bogactwie, inni w sławie, inni w ziemskie rozkoszach, jednak go nie znajdują, bo gdy to posiądą, czego pragną, po więcej sięgają. I człowiek nie może być szczęśliwy z posiadania tych rzeczy, bo są one skończone, mają swoje granice, a serce ludzkie pragnie czegoś nieskończonego. I jest tak wielkie, że rzeczy skończone gonie zapełnią.

Św. Augustyn sam tego doświadczył między innymi wypowiedział słowa: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie, Boże”. Zatem tylko Bóg niekończony zdolny jest wypełnić serce nasze i nikt więcej. I choćbyśmy w rzeczach zewnętrznych znaleźli pozorne szczęście, to jest ono zbyt powierzchowne i krótkotrwałe.

Misjonarze więc, którzy jadą w odległe kraje, są prawdziwymi posłani szczęścia. Ale czy koniecznie trzeba jechać na misje, aby to szczęście zanieść? Nie wszyscy mogą to uczynić. Dobrze wiemy, że to szczęście dusz możemy modlitwą, cierpieniem i ofiarą uzyskać.

W jaki sposób to uczynić? Jak to praktycznie zastosować? I jaszcze jedno pytanie. Powie sobie ktoś, że chciałby dla szczęścia dusz, dla sprawy Niepokalanej nie tylko dużo zrobić, ale jak najwięcej. A powinniśmy chcieć jak najwięcej zrobić.

Gdyby żołnierz zapytał na wojnie, co ma czynić, aby jak najwięcej zrobić dla Ojczyzny – powiedziano by mu, aby jak najdokładniej słuchał swego dowódcy. Jeśli każą bić się, to bić się, jeśli nie, to nie, jeśli maszerować, to maszerować, gdy szybko – to szybko, iść każą wstecz, to wstecz. Bo i cóż by było, gdyby żołnierz, który nie zawsze zna plany dowódcy, zaczął po swojemu czynić i strzelać, gdy przeciwnie, ma cicho siedzieć w ukryciu, lub maszerować naprzód, gdy trzeba się cofać. I co jeszcze: różnica między zasięgiem wiedzy wojskowej żołnierza a wodza jest ograniczona, i wódz może się mylić.

Tymczasem wola Boża jest nieskończona i nieomylna. I najwięcej dla sprawy Niepokalanej zrobić może ten, kto doskonale, jak najdoskonalej pełni we wszystkim wolę Bożą. Powiem coś więcej: ten, co doskonale wolę Bożą pełni, może śmiało powiedzieć, że robi tak dużo, iż Bóg wszechmocny i nieskończony na jego miejscu nie mógłby więcej zrobić. Kto więc pełni jak najdoskonalej wolę Bożą, robi nieskończenie dużo dla szczęścia dusz. I to jest droga najdoskonalsza, bo tę drogę wskazał sam Pan Jezus. Gdyby była inna doskonalsza, na pewno wybrałby tę drogę. Oto przez trzydzieści lat był posłuszny Matce Najświętszej, św. Józefowi i mówił, że stale pełni wolę Ojca [por. J 8,29].

Gdy jest dzwonek na wstanie, Pan Jezus też nic innego nie uczyniłby, tylko wstawał; gdy na modlitwę – też nie chciałby co innego czynić, i gdy na posiłek lub rekreację – również. Ale spełniałby jak najdoskonalej to wszystko. I nie na tym więc polega to pełnienie woli Bożej, aby się dużo i długo modlić, wiele różańców odmówić, ale na tym, aby to, co przepisane, jak najdoskonalej pełnić.

Do tego nie potrzeba ani wykształcenia, ani jakiegoś specjalnego przygotowania. Każdy więc może jak najwięcej zdziałać dla sprawy Niepokalanej przez dokładne spełnianie roli jednego z „kółek”, które razem tworzą maszynę – Niepokalanów. Może się komuś zdawać, że redaktor czy ktoś, kto jest bliżej bezpośrednio tego celu, więcej zdziałać może niż ten, co zamiata lub w kuchni myje. Wiemy, że u Boga wszystko jest równe i o wartości decyduje intencja.

Starajmy się zatem jak najdokładniej pełnić wolę Niepokalanej, abyśmy jak najwięcej zrobili dla Jej sprawy.

Niepokalanów, niedziela 18 kwietnia 1937 r. w czasie Mszy świętej po Ewangelii w kaplicy braci.

Notował br. Łukasz Kuźba.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 109 – 110.

Pokój wewnętrzny

Gdy Apostołowie byli zebrani w Wieczerniku, stanął pośrodku nich Pan Jezus i powiedział: „Pokój wam. Pokój mój daję wam, pokój mój zostawiam wam” [J 20,19; 14,27].

Co oznacza ten pokój?

Jest to przede wszystkim pokój czystego sumienia. Świat pożąda bardzo pokoju, ale go nie ma, bo go dać nie może. Pan Jezus tylko jako zwycięzca śmierci może dać prawdziwy pokój. I my odczuwamy ten pokój. I czy jest powód do niepokoju w Niepokalanowie? Nie ma. Jeśli czujemy się niespokojni w sumieniu, możemy zawsze bez większych trudności oczyścić się w sakramencie pokuty. W pracy czy w zajęciach też nie mamy się czego niepokoić. Jeśli niekiedy nie udaje się nam praca mimo naszych wysiłków i doznajemy z tego powodu upokorzeń – też nie mamy się czego niepokoić, bo wszystko, co możemy, robimy dla Niepokalanej, a Ona więcej od nas nie wymaga nad to, co możemy.

Jeśli mam pracę bardziej rozpraszającą, starajmy się pogłębiać ten pokój wewnętrzny. Nie znaczy to, żeby natura nie miała się wzdrygać. Mimo wstrętów, mimo pokus i trudności na dnie serca powinien być pokój.

I to jest przedsionek nieba. I to jest już nagroda w tym życiu wielka. Niebo od piekła tym się różni, że w niebie panuje miłość i pokój, a w piekle nienawiść. I dlatego za dusze zmarłych modlimy się: Wieczne odpoczywanie, wieczny pokój racz im dać, Panie. W niebie zaznamy w całej pełni tego pokoju Bożego wciąż wpatrywać się będziemy w piękność Pana Boga i stale wzrastać w miłości.

Niepokalanów, niedziela 4 kwietnia 1937 r.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 105 – 106.

Pokusa okazją do zasługi

Nawiązując do tego, co kiedyś powiedziałem, zaznaczam, że żadna pokusa nie jest grzechem. Chociażby pokusa trwała nie wiem jak długo, nie jest bynajmniej grzechem, ale owszem, jak się dusza opiera, jest polem do zasług. Co do sposobu walki, to nie bawić się w wątpliwości i nerwowość, ale ze spokojem oddać się Niepokalanej i nic sobie z tego nie robić, po prostu nie mieć na to czasu, być zajętym czym innym. Czasem się ktoś tym martwi i trapi. Więc nie trzeba się tym martwić i niepokoić, bo szatan chce tylko duszę tak wymęczyć. Powtarzam więc, żadna pokusa nie zrobi duszy żadnej szkody, o ile z naszej strony nie ma na to zezwolenia.

Niepokalanów, niedziela 16 sierpnia 1936 r., w czasie rozmyślania.

Notował br. Wawrzyniec Podwapiński.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 76 – 77.

Nie obmawiać

Przed kilkoma dniami powiedziałem braciom o tym, co już kilka lat temu powiedziałem, a mianowicie o zgorszeniach przeciwko szóstemu przykazaniu Bożemu. I powiedziałem, że każdy obowiązany jest w przeciągu 24 godzin donieść o tym przełożonemu, gdyż inaczej będzie tak samo karany jak ten, który dał zgorszenie. Dla zgorszenia nie mamy być miłosierni, bo i Pan Jezus powiedział, że lepiej kamień młyński przywiązać gorszycielowi u szyi i wrzucić w głębokości morskie [por. Mt 18,6].

Dziś chcę powiedzieć o drugiej rzeczy mniej ważnej od tamtej, ale również wielkiego znaczenia.

Mianowicie, nie krytykować. Co to znaczy nie krytykować? Czy to znaczy, że nie mamy nic mówić i o wadach? Nie! Każda rzecz stworzona jest ograniczona – ma swoje granice – i należy ją ciągle udoskonalać, usuwać wady i niedoskonałości. Ale krytykować, to znaczy mówić o wadach bliźniego do tych, którzy nie mają obowiązku i nie mogą zła naprawić. Kto mówi o wadach współbrata drugiemu bratu, który nie ma obowiązku i nie może zła naprawić, grzeszy przeciwko ósmemu przykazaniu Bożemu. Dalej, jeżeli jakaś obmowa przejdzie przez kilka ust, zniekształca się i wówczas mogą już być rzeczy nieprawdziwe, a więc będzie oszczerstwem, czyli grzechem jeszcze cięższym od obmowy.

Mówiąc tylko o wadach bliźniego, nie przedstawiamy całej rzeczywistości, bo każdy człowiek prócz wad ma i cnoty – dodatnie strony.

Wiemy z katechizmu, że każdy, kto zgrzeszył obmową, obowiązany jest krzywdę naprawić – wynagrodzić. W jaki sposób? Najlepiej postawić siebie w jego położeniu i tak naprawić, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono. A więc czy przez sprostowanie nieprawdziwej wiadomości, czy przez podanie również dodatnich stron.

Myśląc o tym, jak byśmy chcieli, aby nam wynagrodzono, najlepiej bliźniemu wynagrodzimy.

Dalej, chciałem podkreślić również, aby poza furtą nie wyrządzić krzywdy obmową całej rodzinie. Ten, kto słucha, zna tylko złe strony, które mu się powie, a nie wie, jak jest w rzeczywistości. Ze szczegółu sądzi się o całości. I to jest bardzo ważna rzecz.

Niepokalanów, niedziela 26 lipca 1936 r. przed rozmyślaniem.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 74 – 75.

Istotą świętości – posłuszeństwo

Jest jeden sprawdzian, po którym można poznać, czy dusza postępuje w doskonałości i zbliża się do Niepokalanej, a tym jest posłuszeństwo. Jeżeli mimo wszelkich trudności i wstrętów wewnętrznych dusza postępuje według wskazówek posłuszeństwa – wszystko jest w porządku.

Obcowanie z Niepokalaną nie polega na stałym zajęciu umysłu Nią, lecz na woli, która pragnie i jednoczy się z Jej wolą, tj. z tym, czego sobie życzy i pragnie Niepokalana. Można rozmyślać swobodnie o Sercu Jezusowym, o ukrzyżowanym Panu Jezusie, a wolą być zjednoczonym z Niepokalaną. Co innego, że dusza zawsze będzie powracać do Niepokalanej, bo odczuwać będzie potrzebę uciekania się do Niej, widząc swoją słabość i nędzę Ważniejszą rzeczą jest stosunek duszy do Niepokalanej i Niepokalanej do duszy.

Zazwyczaj z początku droga jest słodka, cukierkami usiana, później Pan Bóg daje suchy, twardy chleb, a jeszcze później niekiedy twardszy niż kamień. Jeżeli mimo ciemności, zniechęcenia, wstrętu, dusza przezwycięża się i postępuje tak, jak wola Niepokalanej jej dyktuje, jest na dobrej drodze. Skutek zbliżania do Niepokalanej objawiać się będzie w czynnościach, które wykonywać się będzie łatwiej – bliżej Niej.

Jedna rzecz jest niebezpieczna. Napisano, że „Ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na Jej piętę” [Rdz 3,15]. Otóż tam, gdzie się zjawi Niepokalana, gdzie dusza zbliża się do Niej – szatan zaczyna nastawać na piętę. Lecz nie trzeba się lękać lub trwożyć. Musimy być ostrożni i czujni, zwłaszcza modlić się dużo i dobrze, lecz bać się go nie mamy czego. Z pogardą na niego spoglądać i nie wdawać się z nim w rozprawę, bo on niewart tego. Sprzeniewierzył się Bogu, nie zasługuje na to, byśmy z nim wchodzili w stosunki.

I nic nam nie zrobi. On ogromnie pyszny i pogardy najbardziej się boi. Człowiek pyszny nie znosi pogardy. Postępujmy tak jak z psem. Jeśli szczeka, to niech szczeka, a my idźmy dalej swoją drogą.

Modlimy się dlatego, aby sobie wyprosić łaskę doskonałego pełnienia woli Bożej. Jeśli zaś spełniamy posłuszeństwo, wolę Bożą już spełniamy, i to jest akt o wiele doskonalszy – owszem, nawet najdoskonalszy. Pełnienie woli Bożej jest miłością, a miłość jest istotą świętości. Nie w umartwieniu, nie w modlitwie, nie w pracy, nie w odpoczynku, tylko w posłuszeństwie jest zasługa i istota świętości.

Niepokalanów, wtorek 23 czerwca 1936 r., po przyjeździe z Japonii.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 56 – 57.

O praktykę umiejętnego milczenia

Milczenie jest potrzebne, a nawet konieczne. Bowiem jak milczenia zabraknie – i łask Bożych zabraknie. Wtedy przestaniemy być narzędziami w ręku Niepokalanej i psuć tylko będziemy Jej sprawy, choćbyśmy nawet najwznioślejsze rzeczy czynili.

Milczeć – nie znaczy to: nic nie mówić, ale mówić tylko tyle, ile sobie Niepokalana życzy; ni mniej, ni więcej.

Mówić mniej niż potrzeba – źle czynimy; mówić więcej niż potrzeba – też źle czynimy.

Aby mówić tyle, ile potrzeba – należy ciągle czuwać nad sobą, by mówić tylko to, co jest potrzebne i konieczne do załatwienia sprawy.

Gdy nie zachowamy przepisanego milczenia, to i łaskom Bożym nie będziemy mogli odpowiedzieć, a gdy jednej nie odpowiemy, to cały szereg następnych łask będzie dla nas stracony, a które jednak moglibyśmy otrzymać, zachowując skupienie. A jakaż odpowiedzialność przed Panem Bogiem!… Bo wykorzystując te łaski, moglibyśmy stać się świętymi i innych do tego pobudzić, dając dobry przykład. A tak – to i inni nie skorzystali, i myśmy stracili. A przykład bardzo pociąga. Opowiadał mi pewien lekarz z Nagasaki, że widząc postępowanie chrześcijan, nawrócił się. Nie było mu potrzeba dysput ani przekonywań. Przykład więcej zaważył aniżeli wszystkie dysputy i przekonywania.

A jak zdobyć praktykę umiejętnego milczenia?

Przede wszystkim modlić się, bo tylko Niepokalana sama to wszystko może w nas sprawić. I byłoby dobrze, aby tę praktykę milczenia, przed zaczęciem i zakończeniem poszczególnych czynności dnia, ofiarować Niepokalanej, choćby tylko jednym „Maryja”. W razie upadku – nigdy się nie smucić, bo to cuchnąca pycha; przeciwnie – z wielką miłością i weselem ducha powstać zaraz i iść naprzód! Ten upadek wynagrodzić aktem miłości doskonałej…

I ciągłe, ciągłe wysiłki… Wciąż stawiać nogę na pierwszy szczebel, jak mówi św. Teresa od Dzieciątka Jezus, aż w końcu zniewolimy Pana Boga, który przyjdzie i – wziąwszy nas – poniesie na górę.

I tak promieniować będziemy światłem Niepokalanej naokoło siebie woń Jej roznosić.

Ale to już nie my, lecz Niepokalana, nasza Mamusia, będzie to wszystko czynić.

My zaś będziemy podobni do księżyca, który świeci wieczorem tak, iż można by książkę w poświacie jego czytać. Ale on świeci światłem słońca, nie swoim, gdyż jest martwy.

Podobnie i my jesteśmy martwi i światła nie dajemy. Promieniować jednak będziemy wtenczas, gdy zaczerpniemy tego światła od Niepokalanej, naszej Matki…

Mugenzai no Sono, wtorek 17 kwietnia 1934 r.

Notował brat z Niepokalanowa japońskiego o nie ustalonym nazwisku.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 55 – 56.

Ze skutków – do przyczyny

Piękny jest świat!…

Każdy dobrze myślący człowiek przyzna, że to wszystko, co nas otacza, musiał stworzyć ktoś bardzo mądry.

Ze skutków tedy poznajemy poznajemy potęgę i dobroć Bożą.

Są jednak tacy mędrkowie, co twierdzą, że wszystko, co się stało, stało się przypadkiem, że to wszystko natura ułożyła.

A więc przypuśćmy, że przypadkiem się stało, iż mamy metal skonstruowanie zegarka, przypadkiem ten metal obrobiono, przypadkiem umieszczono trybiki, wskazówki itp. To wszystko działo się przypadkiem.

Są inni, dla których Pan Bóg jest niewygodny. Uwierzyliby ostatecznie we wszystko, nawet i w cztery Osoby Boskie, jak kto chce, byle… wykreślić dziesięć przykazań Bożych.

Skąd się poznaje istnienie Boga?

Z tego, co nas otacza – ze skutków przychodzimy do poznania przyczyny. Mam na przykład zegarek i wiem, że zrobił go gdzieś jakiś zegarmistrz, chociaż go nie znam. Wiem jednak, że taki jest. Tak samo i Pan Bóg istnieje; poznajemy Go po skutkach.

Jeżeli ktoś czegoś nie widział, to jeszcze nie dowód, że danej rzeczy nie ma.

Ktoś, przypuśćmy, powie, że północnego bieguna nie ma, bo go nikt nie widział. Odpowiemy mu, że to głupstwo.

Niepokalanów, niedziela 27 sierpnia 1933 r.

Notował br. Wawrzyniec Podwapiński.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 45.

Maryjna droga do doskonałości

Chrystus Pan przyszedł na ten świat przez Maryję, chociaż mógł to uczynić w inny sposób, na przykład mógł przyjść w postaci dorosłego mężczyzny, jak Adam. Jednak Pan Jezus z pokory swej chciał się uzależnić od stworzenia i dać się światu pośrednio.

Jak Chrystus Pan przyszedł do nas przez Maryję, tak też i my nie inaczej mamy zdążać do Niego, jak tylko przez Maryję. Różne są wprawdzie drogi do Boga, lecz ta droga, o której mówię, jest najkrótsza i najbezpieczniejsza. Myśmy właśnie obrali tę drogę, nią idziemy i tą samą drogą chcemy zaprowadzić do Jezusa wszystkich ludzi. Hasłem Milicji Niepokalanej, która tak pomyślnie się rozwija, jest: „Przez Maryję do Najświętszego Serca Pana Jezusa wszystkich i każdego z osobna musimy zaprowadzić”, czyli inaczej: „Niepokalana musi stać się Królową wszystkich dusz i każdej z osobna”. I istotnie, jeśli chodzi o nawrócenie dusz, to tylko przez Maryję, a nie inaczej możemy to uczynić. Bóg w niezmierzonej swej dobroci uczyniła Matkę Najświętszą Skarbniczką swych łask i tylko przez Nią zlewa je na świat. Słuszną jest tedy rzeczą, abyśmy o łaski prosili Pana Boga zawsze za pośrednictwem Niepokalanej. Jeżeli jakiś człowiek chce iść na przykład do prezydenta lub innego dostojnika ziemskiego, to nie idzie sam, lecz bierze sobie zawsze jakiegoś pośrednika. O ileż więcej jest rzeczą słuszną, abyśmy zawsze odnosili się do Pana Boga przez Maryję i z Maryją. Święci, którzy w nader krótkim czasie uświęcili się, byli gorącymi czcicielami Maryi. Toteż i my, którzy stokroć biedniejsi jesteśmy od nich pod względem dóbr duchowych, powinniśmy zawsze z Maryją podążać drogą doskonałości.

Może nam się zdawać, że postąpiliśmy już znacznie w doskonałości, jednak jeżeli się zastanowimy, to przy pomocy łaski Bożej zobaczymy, ile jeszcze usterek i niedoskonałości posiadamy. Gdy patrzymy na powietrze, wydaje się nam ono czyste, jednak ile jeszcze drobniutkiego pyłu ujrzymy, gdy przez szparę wpadnie promień słońca. I dusza nasza im jest więcej oświecona łaską Bożą, tym więcej widzi swoje niedoskonałości i tym większą ich liczbę. Dobrze jest robić sobie często rachunek sumienia, aby oczyszczać się tym więcej z niedoskonałości. Bo choćby ich było jak najwięcej, jeżeli dusza zauważa je i żałuje, przeprasza Niepokalaną, to jest wszystko w porządku i bardzo dobrze, ale jeśli widzi je, a nie reaguje na to, a to już jest gorzej. I lekceważenia należy się obawiać.

Każdy z nas ma długi u Pana Boga i gdyby przyszło do obrachunku według sprawiedliwości, to szala ogromnie by się przechyliła na naszą niekorzyść. Ale jeżeli się oddamy Niepokalanej całkowicie, to wówczas Ona na drugą szalę położy swoje zasługi, swoją rękę, i możemy być pewni, że teraz szala przechyli się w dużej mierze na naszą korzyść. Niepokalana zakryje nas swym płaszczem przed sprawiedliwością Bożą.

Doskonałość chrześcijańska polega na zjednoczeniu woli naszej z wolą Bożą. Otóż wola Niepokalanej jest tak ściśle zjednoczona z wolą Bożą, że wydaje się jakoby była jedna wola. Mówiąc tedy o spełnieniu woli Bożej, możemy również śmiało mówić, że spełniamy wolę Niepokalanej. Przez to nie ujmujemy Panu Bogu chwały, lecz owszem, przysparzamy, bo postępując tak, uwydatniamy doskonałość Maryi, jako najdoskonalszego stworzenia Bożego, i zupełne zjednoczenie Jej woli z wolą Bożą. Nie obawiajcie się więc, Drodzy Bracia, mówić „wola Niepokalanej”, bo to jest to samo co wola Boża.

O czym mam jeszcze do Was mówić?… Otóż życzę Wam, abyście jeszcze dokładniej i gorliwiej spełniali wolę Niepokalanej i jak najgoręcej Ją kochali. Postępując wszyscy w ten sposób, oddamy Panu Bogu najwięcej chwały, daleko postąpimy w doskonałości i jak najwięcej dusz zyskamy dla Pana Jezusa przez Niepokalaną.

Na tym zakończył O. Dyrektor przemówienie i pozdrowił wszystkich, jak zwykle, „Maryja”.

Niepokalanów, wtorek 30 maja 1933 r., po mszy świętej, przed figurką Niepokalanej obok refektarza, podczas uroczystego powitania o. Maksymiliana po przyjeździe z Japonii.

Notował br. Witalian Miłosz.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 31 – 32.

Wzywanie imienia Maryi – tajemnicą szybszego uświęcenia się

Dziś jest sobota, więc sobie parę słów przypomnimy o Niepokalanej.

Święty Bernard mówi, żeby zawsze wzywać imię „Maryja” we wszystkich trudnościach, niebezpieczeństwach, utrapieniach wewnętrznych, i to jest prawda. My tak powinniśmy czynić, jak dziecko względem swej matki; gdy widzi zbliżające się niebezpieczeństwo, to krzyczy: mamo, mamo, a schowawszy się pod fartuszek, jest spokojne, że mu się nic złego nie stanie. Matka ziemska nie może od wszystkich niebezpieczeństw uwolnić, ale Matka Najświętsza może i zawsze uratuje, bylebyśmy Ją tylko wzywali na pomoc. Można prawie tak powiedzieć, że to jest tajemnica szybszego uświęcenia się.

A także z powodu upadków, żeby się nie smucić, ale wszystko oddać Niepokalanej i ten upadek też Jej oddać na własność, niech Ona sama to naprawi.

Myśmy się oddali Jej i staramy się o Jej chwałę, a przez Nią o Jezusa, a Ona niech się troszczy o nas i nasze zbawienie. Jak myśmy Jej, to tam będziemy w niebie, gdzie Ona, a Ona gdzie jest? … Wyżej od Aniołów, od Serafinów, Cherubinów, daleko, daleko wyżej; tu już się w głowie mąci, Matka Boża… Słowo „matka” to jeszcze zrozumiałe, ale „Matka Boża”?…

Mugenzai no Sono, sobota 14 stycznia 1933 r.

Notował br. Sergiusz Pęsiek.

*****

Konferencje świętego Maksymiliana Marii Kolbego, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018, s. 21.