Katoliccy dziennikarze to nie PR-owcy biskupów

Katolicki dziennikarz musi opowiedzieć się za krzywdzonym właśnie z troski o Kościół i wierności Ewangelii. Powinien opowiadać się za nim publicznie, publicznie domagać się sprawiedliwości, by nie tylko pokrzywdzony, ale i ludzie wokół widzieli, że Kościół jest wspólnotą zdolną do oczyszczenia, zadośćuczynienia i nawrócenia.

Jeśli Kościół wierzy Chrystusowi zapewniającemu o wyzwalającej mocy prawdy, pełna transparentność powinna być dla niego priorytetem. Z historii Kościoła, również najnowszej, doskonale wiemy, że klimat tajemnicy i „kultura sekretu” stanowią diaboliczną glebę dla wzrostu różnego liczby rodzaju nadużyć, także takich jak ukrywanie przestępstw seksualnych.

Niejednokrotnie zwracał na to uwagę papież Franciszek, a konkretnym wyrazem prób zerwania z tym zjawiskiem jest zlikwidowanie tak zwanej tajemnicy papieskiej w przypadku przestępstw dotyczących aktów seksualnych lub przemocy seksualnej, dokonanych pod groźbą lub z nadużyciem władzy; wykorzystania seksualnego osoby małoletniej lub bezradnej; pozyskiwania, przechowywania lub rozpowszechniania pornografii dziecięcej; zaniechania zgłoszenia lub krycia sprawców przez biskupa lub przełożonego generalnego instytutu zakonnego.

Czyje to narzędzie?

Jeśli Kościół chce świecić przed światem autentyczną troską o głoszenie prawdy, musi być transparentny i musi tę troskę o prawdę okazywać. Prawda zawsze idzie w parze z wolnością.

Dla Kościoła powinno być oczywiste, że media – w tym, a raczej przede wszystkim, media katolickie i poruszające tematykę kościelną – powinny być wolne. Nie tylko dlatego, by pomagać Kościołowi w oczyszczaniu się z ludzkiego zła i słabości występujących w jego strukturach. Nie dlatego, by nie robiły tego środowiska Kościołowi niezbyt życzliwe, którym mogą przyświecać różne intencje. Ale dlatego, by w razie potrzeby Kościół chronić i o jego prawa się dopominać. A taki głos katolickich mediów będzie traktowany poważnie tylko wtedy, gdy wcześniej ich wolność i zaangażowanie w służbie prawdzie nie zostaną skompromitowane.

Z historii zbawienia wiemy, że Bóg potrafił posłużyć się pogańskim władcą, by skłonić do nawrócenia naród wybrany. Niektórzy w ten sposób patrzą na media – Bóg wykorzystuje je, by pokazać Kościołowi obecny w nim na przykład skandal wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych, skandal tuszowania tych zbrodni i chronienia sprawców. By wskazać i skłonić do nawrócenia, już nie siłami pogańskich wojsk, ale presją mediów i opinii publicznej, skoro światło Ewangelii nie wystarczyło hierarchom do oczyszczenia się.

Papieże i niektórzy biskupi słusznie dziękowali mediom za badanie i ukazywanie zarówno dramatu ofiar, jak i zła sprawców oraz patologii w kościelnych strukturach. Po pierwszym filmie braci Sekielskich Tylko nie mów nikomu abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, nie kryjąc smutku i wzruszenia ukazanym obrazem, dziękował twórcom filmu. Nasuwa się tu pytanie – dlaczego papieże ani polscy biskupi nie mogli dziękować z takiej okazji mediom katolickim?

W Ewangelii wg św. Jana Pan Jezus, zapowiadając nadejście Ducha Świętego, Ducha Prawdy, wskazuje, że Ten przekona o grzechu, doprowadzi do całej prawdy (por. J 16,8.13). Odnosząc to do omawianej kwestii – czy wystąpieniem przeciwko Duchowi Świętemu nie jest blokowanie Mu narzędzia, jakim są katolickie media, by musiał posługiwać się tymi mniej życzliwymi Kościołowi?

Rzetelnie i przejrzyście

Jak w praktyce może wyglądać wolność w katolickich mediach, które mają kościelnego asystenta nadzorującego zgodność treści z doktryną i dobrymi obyczajami? Troska o to, by treści służące katechezie i przekazowi wiary oraz moralności mieściły się w granicach katolickiej ortodoksji, jest oczywista i wymagana przez prawo kanoniczne. Do pomyślenia jest jednak, by w tym samym katolickim medium, pod tym samym asystentem kościelnym, znalazło się miejsce na publicystykę zarówno polityczną, jak i komentującą rzeczywistość Kościoła, również dając informacje zwrotne hierarchom. Zachęca zresztą do tego Kodeks Prawa Kanonicznego w części poświęconej obowiązkom i prawom wszystkich wiernych: „Stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadają, przysługuje im prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła, oraz – zachowując nienaruszalność wiary i obyczajów, szacunek wobec pasterzy, biorąc pod uwagę wspólny pożytek i godność osoby – podawania go do wiadomości innym wiernym” (Kan. 212, § 3).

Z przekazującej uniwersalną mądrość baśni Andersena wiemy, że lepiej, by cesarz miał na dworze życzliwych ludzi, którzy bez obaw o swoją pozycję powiedzą mu, że lepiej nago nie wychodzić z komnaty. To też powinna być rola katolickich mediów: nie mogą one być tylko tubą dla biskupów, ale – by nauczanie pasterzy było skuteczne i dobrze przyjęte – powinny być głosem, dzięki któremu ci sami hierarchowie dowiedzą się, jak pachną owce, jak są przez nie postrzegani, jakie oczekiwania i potrzeby mają wierni, co jest dla nich uciążliwe, a co rozwojowe.

Bardzo dobrze rozumiał to św. Jan Paweł II. Dostrzegamy to chociażby w liście apostolskim Szybki rozwój, skierowanym do osób odpowiedzialnych za media, gdzie papież wskazywał, że środki społecznego przekazu powinny przedstawiać wydarzenia i problemy w sposób wnikliwy i prawdziwy, również prezentując różne opinie, a przez to przyczyniać się do szerzenia sprawiedliwości i solidarności. „Komunikacja, zarówno wewnątrz kościelnej wspólnoty, jak i Kościoła ze światem, musi odznaczać się przejrzystością i wymaga nowego podejścia do kwestii związanych ze środkami przekazu. Komunikacja ta winna prowadzić do konstruktywnego dialogu, który będzie sprzyjał kształtowaniu się w chrześcijańskiej wspólnocie opinii publicznej opartej na rzetelnej informacji i zdolnej do rozeznawania problemów”, pisał kilka miesięcy przed śmiercią polski papież.

Katoliccy dziennikarze to nie PR-owcy biskupów

W katolickich mediach może, a nawet powinno być miejsce na zadawanie trudnych pytań, na dyskusję (również z uczciwie prezentowanymi poglądami uważanymi za niekatolickie), na propozycje nowych rozwiązań, wreszcie na krytykę i dziennikarstwo śledcze. Dlaczego media katolickie miałyby być dalekie od tego, czego o dialogu naucza II Sobór Watykański, Jan Paweł II czy papież Franciszek, zwłaszcza w ostatniej encyklice Fratelli tutti? Właśnie katolickie media powinny być przestrzenią, gdzie ten dialog jest realizowany, a udowadniając jego możliwość, inspirować do niego innych.

Forma luźnej rozmowy biskupa z diecezjalnym rzecznikiem, na przykład opublikowana w diecezjalnych mediach społecznościowych czy na stronie internetowej, jest dla odbiorców pewnie bardziej strawna niż pasterski list. Ale biskup udzielający wywiadu swojemu rzecznikowi nie prezentuje się zbyt poważnie osobom znającym medialne realia. Jeśli hierarcha niczym arcyksiążę w pałacu łaskawie udziela audiencji dziennikarzowi (wyłącznie z życzliwego medium) po uprzednim przesłaniu wszystkich pytań, i to tylko gdy nie są zbyt drążące oraz nie poruszają niewygodnych spraw, całkowicie zaprzecza kościelnej transparentności, nie mówiąc o biskupie czy dyrektorze kościelnej instytucji, który z zasady z dziennikarzami rozmawiać nie chce albo nie traktuje ich poważnie. Jeśli hierarcha obawia się rozmów z dziennikarzami, nic nie stoi na przeszkodzie, by dla biskupów zorganizować profesjonalne warsztaty przygotowujące do takich spotkań – nawet na kościelnych uczelniach są specjaliści, którzy chętnie by w tym pomogli.

Dziennikarze – także katolicy i dziennikarze katolickich mediów – nie zawsze są PR-owcami. Oczywiście katoliccy dziennikarze również troszczą się o wizerunek Kościoła, ale nie można zapominać, że jest nim nie tylko wizerunek biskupów i kościelnych struktur. Jeśli władze kościelne czy kościelny system przyczyniają się do czyjejś krzywdy, katolicki dziennikarz musi opowiedzieć się za krzywdzonym właśnie z troski o Kościół i wierności Ewangelii. Powinien opowiadać się za nim publicznie, publicznie domagać się sprawiedliwości, by nie tylko pokrzywdzony, ale i ludzie wokół widzieli, że Kościół jest wspólnotą zdolną do oczyszczenia, zadośćuczynienia i nawrócenia. Żeby inni zgorszeni tą sytuacją wiedzieli, że w swoim oburzeniu nie są w Kościele sami i mają prawo to oburzenie wyrazić.

Dawid Gospodarek

***Fragment książki „Mamy głos. Świeccy, Kościół, kryzys”

/ deon.pl /